poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział 9.

- No to może powiedz mi, czy ci się podoba, tylko szczerze. - zaproponował chłopak. Do oczu Sam zaczęły napływać łzy szczęścia.
- Ross... Paryż jest na pierwszym miejscu, gdzie zawsze chciałam pojechać... Ross, ja nie wiem, jak ja ci to wynagrodzę. - wtuliła się w siedemnastolatka, mocno. Z jej oczu wypłynęła kolejna porcja łez.
- No już, nie płacz, bo jeszcze pomyślą, że płaczesz z innego powodu. - otarł łzy nastolatki i zaprowadził na najwyższe piętro wieży Eiffla.
- Jej, ale tu pięknie... - powiedziała podziwiając widok.
- Mam coś dla ciebie, tylko zamknij oczy. - poprosił, co też uczyniła. podszedł do pleców dziewczyny i założył wisiorek na szyję Sam. Otworzyła oczy i spojrzała na podarunek i odwróciła się do chłopaka.
- TOGETHER. A gdzie reszta? - blondyn wyciągnął spod koszulki drugą połówkę serca.
- FOREVER. Podoba ci się? - zapytał chłopak.
- Bardzo, jesteś kochany. - wzruszyła się ponownie.
- Staram się. - chwilę stali wtuleni w siebie nawzajem, gdy chłopak pocałował nastolatkę. Dziewczyna nie opierała się, po prostu to owzajemniła. Ludzie, którzy stali wraz z nimi na tym samym piętrze, zaczęli gwizdać i wiwatować. Para zeszła z budowli i ruszyli w stronę parku. Szli w ciszy trzymając się za ręce nasłuchując wieczornego ćwierkania ptaków, w końcu jest tam inna strefa czasowa. Razem wrócili do hotelu i zaczęli się rozpakowywać. Zajęło im to około 20 minut, gdy była 19.55. Postanowili pójść na kolację do hotelowej restauracji. Oboje zamówili sobie posiłek a po chwili dania były już na stole. W czasie spożywania posiłku do restauracji wbiegł mały chłopiec, a za nim rozbawiona matka. Maluch zaczął biegać między stolikami, pod stolikami przy których siedzieli inni goście. Podbiegł do krzesła Sam i wdrapał się na pustą przestrzeń między plecami dziewczyny, a oparciem, jednocześnie ciągnąc szesnastolatkę za włosy. Następnie podbiegł do krzesła Ross'a, tylko zamiast ciągnąc za włosy, pociągnął blondyna za koszulkę, dusząc chłopaka.
- Przepraszam, można? - powiedzieli jednocześnie Ross i Sam w stronę śmiejącej się rodzicielki chłopca. Wielce oburzona kobieta podeszła do chłopca i wyszła z nim z restauracji.
- No jak można patrzeć i śmiać się, kiedy twoje dziecko tak robi. - mówiła Sam.
- Wypadałoby chociaż przeprosić... - dodał blondyn. Dalej kończyli posiłek w ciszy. Po kolacji wrócili do pokoju. Ross poszedł do kuchni i wygrzebał z szafki paczkę chipsów i colę. - Może obejrzymy film? Ty wybierasz! - zachęcił.
- Okej. - dziewczyna podeszła do szafki z płytami i wybrała jeden z nich. Płytę włożyła do odtwarzacza i rozsiadła się na kanapie tuż obok Ross'a. Film się skończył i Sam postanowiła się iść wykąpać. W piżamie już poszła do sypialni i ułożyła się wygodnie na jednej połowie. Chwilę później Ross przyszedł do nastolatki i położył się obok i ciągle się patrzył na skrępowaną szatynkę. - Co mi się tak przyglądasz? - zapytała po długiej ciszy.
- Śliczna jesteś, wiesz? - skomplementował.
- No, słucham. O co chodzi?
- Nic, po prostu jesteś śliczna. - powtórzył.
- To jest jakaś paranoja. Tutaj jest północ, a w Miami jest dopiero szósta wieczorem. I jak my teraz zaśniemy? - powiedziała.
- Nie mam bladego pojęcia. W życiu tak wcześnie nie zasnę. Wiesz co, może zadzwonimy do Miley i Rikera?
- Okej. To ja zadzwonię do Miley, a ty do Rikera. - powiedziała łapiąc za telefon i wychodząc na taras.
** rozmowa telefoniczna **
- Hej Miley. Jak tam u was?
- Dobrze. U Rikera wszystko już sprawdzili. Nie ma urazów wewnętrznych. Rano go wypiszą. A jak tam u was? Gdzie cię zabrał?
- Zgadnij.
- Nie mam pojęcia, mów!
- Zrobiliśmy sobie wycieczkę do... Uwaga uwaga... Do Paryża!
- Nie gadaj! Ty farciaro! Byłaś na wieży Eiffla?
- Tak, widok przepiękny. Tylko najgorsze jest to, że tutaj jest teraz północ...
- No, to słabo. A w jakim hotelu mieszkacie?
- Pięciogwiazdkowy, ale nazwy za nic nie wymówię.
- A jak pokój?
- No wielki apartament.
- No a jakoś szczegółowo?
- Apartament małżeński.
- MAŁŻEŃSKI? Ale, że niby... Awww...
- Taaak. No nic, muszę kończyć. Paaa.
- Paaa...
** w tym samym czasie **
** rozmowa telefoniczna **
- Hej braciszku, jak tam zdrowie?
- Świetnie. Jutro mnie wypiszą. I co, teraz mi powiesz, gdzie was wyniosło?
- Eeee... Do Paryża.
- Do Paryża? No, braciszku! Postarałeś się!
- No, a gdzie ty chciałeś zabrać Miley? Obiecuję, że nie powiem.
- Na pewno?
- Na 1.000%.
- Okej. Chciałem ją zabrać do Egiptu. Mówiła mi, że lubi się o tym uczyć, więc chcę jej zrobić taką małą niespodziankę. Tylko nic nikomu nie mów!
- No a Sam chociaż mogę?
- Ale tylko jej! I żeby nie mówiła Miley!
- Okej, okej. Nikomu więcej nie powiem. To nara.
- Nara.
W tym samym czasie do pokoju weszła Sam.
- I co tam u Rik'a? - zaczęła.
- Nic, jutro go wypiszą.
- Wiem, Miley mi mówiła. A Riker coś ci jeszcze mówił?
- Powiedział, gdzie chce zabrać Miley. - dziewczyna natychmiastowo zaciekawiła się.
- Gdzie? Co powiedział? No mów! – powiedziała Sam, a na ostatnie słowa złapała mnie za przedramiona.
- Ale obiecaj, że jej, ani nikomu więcej nie powiesz! Rik pozwolił mi powiedzieć tylko tobie! - mówił, w pełni ufając swojej dziewczynie. - Jeśli komuś powiesz, on mnie zabije!
- Obiecuję, że nikomu nie powiem! Jeśli komuś powiem, dam ci odciąć sobie mały palec! - przyrzekła, pokazując mały palec prawej ręki.
- Nie, no. Bez przesady. Wystarczy obietnica. - powiedział, wyciągając mały palec prawej ręki, w celu złożenia obietnicy ‘na paluszek’.
- Obiecuję. - powiedziała uśmiechając się i jednocześnie łapiąc palec chłopaka swoim. - No, to teraz mi powiedz.
- Riker. - przedłużał, wzbudzając większą ciekawość ze strony Sam.
- Mów dalej...
- Chciał. - mówił przerwami.
- Co chciał?! - denerwowała się.
- Zabrać. Miley. - przeciągał.
- Zabrać Miley, gdzie?! - zaniecierpliwiła się.
- Do. - przeciągnął ze swoim zwycięskim uśmieszkiem.
- No do cholery, gdzie?! - powiedziała Sam naprawdę zdenerwowana.
- Nie gorączkuj się tak. Jeszcze kogoś obudzisz! - powiedział kompletnie nie na temat.
- Okej, okej. No gdzie ją chciał zabrać? - zapytała nieco spokojniej.
- Riker. Chciał. Zabrać. Miley. Do... Uwaga, uwaga... Do... EGIPTU! - powiedział.
- Awww, Miley kocha Egipt! - powiedziała.
- Zazdrościsz jej? - zapytał.
- Nie, no co ty. Egipt jest fajny, ale dla mnie Francja najlepsza. Zwłaszcza Paryż.
- Wiedziałem, że spodoba ci się taka wycieczka. No, skoro nie zaśniemy, to może coś oglądniemy? - zaproponował.
- Dobry pomysł. Teraz ty wybierz coś fajnego. - powiedziała, po czym poszła podłączyć komórki, a Ross wybrał jakiś fajny horror i włączył płytę do odtwarzacza. Seans się zaczął. W pewnym momencie pojawiła się klasyczna melodia z horroru, a kilka sekund później ktoś zapukał do drzwi. Oboje podskoczyli, a Ross spojrzał na zegar wiszący na ścianie i szybko wyłączył telewizor i poszedł otworzyć.
- Dobhy w... - mówiła recepcjonistka z francuskim akcentem. Nie dokończyła, gdyż dostrzegła, że chłopak stoi tylko w różowych bokserkach. Szybko schował się za drzwiami pozostawiając jedynie głowę na widoku. - ... wieczóh, Pan Hoss Lynch?
- Tak, o co chodzi?
- Ktoś do pana dzwoni, mówi, że to pilne. - oznajmiła, chłopak zdziwił się trochę, bo nikt nie wiedział o wyjeździe.
- Eee... Mogła by pani chwileczkę poczekać? - zapytałem.
- Oczywiście. Kiedy pan będzie gotów, phoszę przyjść do hecepcji. - powiedziała, po czym odeszła w stronę windy, a pół nagi blondyn pobiegł do sypialni po ubrania.
- Stało się coś? - zapytała Sam.
- Ktoś do mnie zadzwoni. Tylko jestem ciekaw, kto wiedział o naszym wyjeździe, i w jakim hotelu jesteśmy. - powiedział, ubierając spodnie, a zaraz potem swoje czarne skate’y.
- Nie zamierzasz założyć koszulki? – zapytała zdziwiona Sam, gdy zauważyła wychodzącego chłopaka z sypialni bez koszulki.
- A co, wstydzisz się mnie? Po za tym, chcę pokazać tym paryżaninom, że amerykanie też potrafią o siebie zadbać. - powiedział, uśmiechając się i wychodząc. Poszedł do windy i wcisnął przycisk prowadzący na parter. Nagle na drugim piętrze zatrzymała się winda. W otwierających się drzwiach ukazała się dziewczyna. Gdy zauważyła chłopaka, lekko się zdziwiła, a potem uśmiechnęła się pod nosem i weszła. Widział w lustrach, że dziewczyna spoglądała na nastolatka co chwilę. W końcu winda się zatrzymała. Wyszedł i poszedł do recepcji, gdzie czekała recepcjonistka.
- Phoszę bahdzo. - podała słuchawkę.
** rozmowa telefoniczna **
- Halo?
- No gdzie ty do cholery jesteś?
- Anne? Skąd wiedziałaś, gdzie jestem?
- Mam swoje źródła. To swoją nową pannę do Paryża zabierasz, a mnie to nawet do Chorwacji zabrać nie chciałeś!
- Miałem swoje powody. A tak na serio, co chciałaś?!
- Jeśli nie wrócisz, to tego gorzko pożałujesz.
- Grozisz mi?
- Nie grożę, tylko mówię, żebyś wrócił, albo ta twoja panna tego pożałuje. Mówię poważnie. Będę czekać jutro o 19.00 w kawiarni obok centrum handlowego. Przemyśl to. Dobrze ci radze. Na razie.
"O, matko. Anne to była moja najgorsza dziewczyna. Cieszę się, że z nią zerwałem." - pomyślał Ross.
- Mam do pani małą prośbę. Niech pani nie odbiera więcej od tego numeru. - powiedziałem.
- Dobrze. Dobhanoc, panie Lynch. - powiedziała, na co poszedł do windy. Jechał sam. "Na szczęście. To krępujące, kiedy jakaś dziewczyna się uporczywie na mnie patrzy." - stwierdził. Poszedł do pokoju.
- Kto dzwonił? - zapytała Sam.
- Nikt ważny.
- A tak konkretniej?
- Rocky. Gadał jakieś głupoty, że z mojego pokoju zrobi sobie garderobę, jeśli mnie nie ma w domu. - skłamał.
- Brat jest dla ciebie nie ważny?
- Nie w tym sensie. Jest dla mnie ważny, bo to oczywiste, to mój starszy brat. ‘Nikt ważny’, chodziło mi o to, że dzwonił bez żadnego poważnego powodu.
- Rozumiem. - powiedziała, kiwając lekko głową. Trochę mu było głupio, że ją okłamał, ale nie miał wyboru. Nie chciał jej teraz o niej mówić. Wszystko w swoim czasie.
- Teraz to może już chodźmy spać, bo jest 4.00 nad ranem. - na te słowa Sam poszła do sypialni, a chłopak poszedł zdjąć ciuchy, w których był w recepcji. Jeszcze przed spaniem spojrzał na ekran mojej komórki. Sms. Od Anne.
„Przemyśl to skarbie. To do jutra.”
W ogóle nie przejął się tą wiadomością. Po prostu odpisał obojętnie.
„Nie mów do mnie ‘skarbie’. Dobrze wiesz, że nie jesteśmy już razem. Nie pisz do mnie.”
Chłopak miał już dość naciskania z jej strony. Ona dobrze wie, że do niej nie wróci. Mimo to, nadal chce się umówić i myśli, że tym razem się uda. Jej to się już nigdy nie uda. Podłączył z powrotem telefon do ładowarki i poszedł spać.

Hej heeej, w końcu go napisałam ;) wybaczcie, że nie dodałam go wczoraj, ale naprawdę nie mogłam, przepraszam. Tak więc dodaję go dzisiaj, mam nadzieję, że jest fajny i że będziecie go z chęcią komentować. A właśnie, teraz druga rzecz: Chcę Wam jakoś wynagrodzić te wszystkie opóźnienia, więc wymyśliłam, że jutro (wtorek, 30 lipca) dodam mały bonus z konkursem, gifami zespołu i zdjęciami członków. A co do konkursu, osoba, która jako pierwsza odpowie poprawnie na jak najwięcej pytań, dostanie ode mnie 3 zdjęcia swojego ulubionego członka zespołu plus dedykacja. Osoby, którym także udało się odpowiedzieć na wszystkie pytania, otrzymają ode mnie jedno zdjęcie z dedykacją. To jak idziecie na taki układ?
acha, jeszcze piosenka ;)
~Pattie

niedziela, 28 lipca 2013

Przepraszam :'(

No hej... Na samym początku mówię NIE USUWAM BLOGA, SPOKOJNIE ;)  Chcę Was tylko uprzedzić, że nie mam dzisiaj czasu i nie dam rady dodać dzisiaj rozdziału, ale postaram się go dodać jakoś pod wieczór, ale niczego nie obiecuję, wiecie, wakacje i na nic nie ma czasu, wybaczcie. Wiem, że już kilka razy się spóźniłam z rozdziałami, ale ja na prawdę staram się jakoś ułożyć sobie dzień. Ale przysięgam, iż 9 rozdział na 100% będzie jutro, a jeśli chodzi o dzisiaj, to na 50%, nie chcę Was okłamywać... Ale obiecuję, wynagrodzę Wam to, że spóźniłam się z kilkoma rozdziałami, ale jakoś się odwdzięczę, już mam pomysł, jak. No to... Być może do wieczora, pa :** <3

czwartek, 25 lipca 2013

Heeej :*

No hejka :D Słuchajcie, wpadłam na takiego pomysła ;) Po lewej pod Chatem znajduje się ankieta jak podoba się Wam mój blog. Ostatnio zrobiło mi się przykro z tego powodu, że już dwie osoby zaznaczyły mi opcję "Żadna rewelacja..."(przepraszam za błąd, zamiast 'żana' ma być 'żadna') ale spokojnie, nie umarłam z tego powodu. Skoro ten ktoś zaznaczył tę opcję, znaczy, że coś się mu nie podoba. Więc proszę, piszę tego posta specjalnie dla Was, dla tych dwóch osób. Nie rozumiem za bardzo Waszej decyzji. Co robię źle? Naprawdę się staram, żeby było dobrze. PROSZĘ TE DWIE OSOBY O POZOSTAWIENIE KOMENTARZA POD TYM POSTEM, NAPISZCIE PROSZĘ, DLACZEGO TO ZAZNACZYLIŚCIE, CO JEST NIE TAK Z MOIM BLOGIEM? Oczywiście, ja nigdy nie gardzę krytyką, chcę wiedzieć, co się nie podoba i poprawić to, jeśli jest to możliwe. Możecie nawet napisać z anonima, tylko chociaż podpiszcie się z imienia na końcu komentarza, to dla mnie ważne, bo podejrzewam dwie osoby, które mogły to zaznaczyć, które nie za bardzo mnie lubią, chyba. Proszę, żeby to były prawdziwe imiona, nie krępować się. I proszę Was, jeśli nie czytaliście mojego bloga i ani jednego rozdziału, to nie wysyłajcie swoich opinii, bo to troszeczkę bez sensu, robić w ten sposób komuś na złość. Ja się w żadnym wypadku nie obrażam na te osoby, chcę wiedzieć po prostu, co chcą, żeby było zmienione.
P.S. Rozdział 8 jest na dole, już go napisałam ;)

Rozdział 8.

Para wjechała na podjazd domu Lynch'ów. Oboje wysiedli z samochodu i podążyli śladem ścieszki prowadzącej do drzwi frontowych domu. Weszli do środka i nic nie słyszeli. 'Na szczęście niema reszty' - pomyślał Ross.
- Rozgość się, jak chcesz się czegoś napić, kuchnia jest do twojej dyspozycji, ja idę się spakować. - jak powiedział tak poszedł na górę, a Sam przysiadła na kanapie w salonie i zadzwoniła do Miley.
** rozmowa telefoniczna **
- Cześć Miley, gdzie jesteście?
- Nie wiem, ale jedziemy autostradą, a wy?
- My jeszcze jesteśmy w domu Ross'a, właśnie się pakuje. Ja kończę, Ross mnie woła. To paa...
- Paa...
W czasie, gdy Sam rozmawiała przez telefon, Ross wziął prysznic i przebrał się w wygodniejsze rzeczy, następnie wyjął walizkę i wpakował do środka wszystkie rzeczy, które wydawały mu się potrzebne. Walizka była duża, jednak chłopak nie mógł jej zapiąć.
- SAM! CHODŹ NA CHWILĘ, POMÓŻ MI! - zawołał, a dziewczyna posłusznie przyszła do sypialni chłopaka.
- O co chodzi i czemu się tak drzesz?! Przecież byłam na dole...
- Dobra, dobra. Przestań mówić i mi pomóż! - mówił niezbyt miłym głosem.
- Co proszę? Może trochę grzeczniej?! Kim ja dla ciebie jestem?!
- Oj przepraszam, nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało... To pomożesz mi?
- W czym?
- Usiadłabyś na walizce, nie mogę jej zapiąć...
- A coś ty tam wpakował? Nieeee. Po co ci tyle full cap'ów?
- Każda jest na inną okazję! Popatrz, ta jest na poranne wyjścia, ta na wypady na miasto w południe, ta do jazdy w samochodzie, ta na trasy koncertowe autokarem, ta jest na nocne wypady do parku, ta na gale, ta jak jadę do rodziców, tą zakładam do chodzenia po domu, ta jest na plażę, ta do koszuli, ta do kina, o, ta jest na imprezę do klubu, ta na domówki jak do kogoś idę, ta jak robimy domówkę u mnie... - po kolei wymieniał i pokazywał.
- Dobra, dobra, STOP! Ross, ja cię nie rozumiem. Nie możesz wziąć jednej?
- Zobacz, dla mnie full cap'y są jak dla ciebie buty, każdy jest na inną okazję, w inne miejsce. A jakbym się teraz ciebie zapytał, po co ci tyle par butów?
- Oooo, przestań, nie mieszaj w to moich butów. To jest zupełnie inna sprawa!
- Skarbie, mylisz się. To jest to samo. A teraz proszę cie, usiądź na mojej walizce!
- Okej, Okej... - szatynka westchnęła i usiadła na walizce. Nic nie pomogło.
- Emm, nie idzie, może trochę po niej poskaczesz? - poskakała. Nadal nic. - Eee... to ja nie wiem już co zrobić. - spojrzał na półkę z płytami gier. Ściągnął wszystkie, a było ich sporo, więc były ciężkie. - Masz, trzymaj to i dalej skacz. - skakała, dalej nic. Chłopak wpadł na pomysł. - Posuń się, mam plan. - nastolatka posunęła się, blondyn dosiadł się do niej i skakali razem. Jakoś mu się udało, ledwo zapiął. Zajęło im to sporo czasu, ponieważ gdy skończyli, była godzina 14.50. Sam rozsiadła się już wygodnie w samochodzie siedemnastolatka, a chłopak jeszcze na chwilę pobiegł do domu. Poszedł do kuchni i zaczął szukać za butelkami z wodą. Wyjął telefon i wykręcił numer Rydel.
** rozmowa telefoniczna **
- Ross, gdzie ty się podziewałeś?! Miałeś przenocować u Sam, gdzie wczoraj spałeś?!
- Też u Sam. Ja nie o tym. Riker pojechał gdzieś z Miley na trzy dni, a mnie nie z Sam nie będzie 5 dni, jedziemy do... nie, nie powiem.
- Okej, okej, bawcie się dobrze.
- To nara...
- Paa...
Chłopak specjalnie zadzwonił do siostry, ponieważ gdyby zadzwonił do Rocky'ego czy Ell'a, od razu gadaliby coś głupiego, nie chciał sprawdzać co. Blondyn chciał się skupić na drodze, ponieważ chciał zaimponować ojcu Sam, chciał mu udowodnić, że nie jest taki sam ja Lucas. razem z butelkami wody ruszył do samochodu. Wjechali na autostradę, gdy zadzwonił telefon Sam.
** rozmowa telefoniczna **
- Hej Miley, jesteście już?
- Nie, musicie szybko przyjechać do szpitala w Miami na Wonder Street, mieliśmy wypadek. Błagam, przyjedźcie jak najszybciej!
- Miley, ale co się stało, Miley, MILEY! - blondynka rozłączyła się.
Ross zaczął się patrzeć na Sam z niepokojem.
- Co się stało?
- Ross... Riker i Miley mieli wypadek... - wydukała, na co chłopakowi serce stanęło.
- Co? Ale jak to wypadek?
- Nie wiem, zawieźli ich do Miami, jedź do szpitala na Wonder Street. - chwilę później zjechali zjazdem i czym prędzej ruszyli w stronę szpitala. Droga była krótka, bo z miejsca, w którym byli na autostradzie, szpital był niedaleko. Wjechali na parking szpitala i pobiegli do rejestracji.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - zapytała kobieta.
- Mój brat z dziewczyną mieli wypadek, przed chwilą ich przywieźli...
- Imiona i nazwiska?
- Riker Lynch i Miley Blue.
- Tak, są tutaj, proszę za mną. - kobieta wyszła zza lady i prowadziła parę w stronę szklanych, mrożonych drzwi. Przeszli przez korytarz i doszli do sali, gdzie byli.
- Cześć, dobrze, że jesteście. Mi tam nic nie jest, ale z Riker'em trochę gorzej... - w tej samej chwili Riker obudził się.
- H... H... Hej... - wyjąkał. - Co... tam... - ledwo mówił. Miał siniaki na twarzy i rękach, wszędzie zadrapany, na nosie był ślad, po lecącej krwi.
- Matko święta, jak to się stało? - Sam rzuciła się na szyję starszemu bratu Ross'a.
- Byliśmy na autostradzie i przed nami jechało jeszcze kilka samochodów i na samym przodzie jechała ciężarówka z pniami drzewa. W pewnym momencie lina pękła i pnie spadły na jadące tuż za ciężarówką samochody. Na nas drzewo nie spadło, ale Riker nie zdążył wyhamować, i zdeżyliśmy się z innym samochodem, a po chwili przyjechała straż pożarna, karetki i policja i nas zabrali... – opowiadała Miley.
- Najważniejsze jest to, że wszyscy żyją. - powiedział Ross. - A skoro zmieniły się nam wszystkim plany, to trochę tu posiedzimy...
- Zaraz, zaraz. Przecież to my tu jesteśmy uziemieni, a nie wy. Więc wy możecie jechać, a my pojedziemy, jak oboje dojdziemy do siebie. No więc bawcie się dobrze. – powiedziała Miley.
- Nie, nie zostawimy was tak. – mówił Ross.
- Bracie, jeśli nie pojedziecie, to tylko będzie moja wina, i będę miał wyrzuty sumienia, a wiesz, jaki jestem wtedy nieznośny? Macie na czas wyjazdu się dobrze bawić, jasne?
- Ale... Ale jesteście pewni? - mruknęła Sam.
- Tak, spokojnie, pewni. - potwierdził Riker.
- Na pewno? - poszkodowani skinęli głową. - No skoro chcecie... - Ross i Sam wyszli razem z sali. Mijali się z zapłakaną i biegnącą Rydel. W tyle szli Ell i Rocky. Ross na chwilę wrócił się na salę nastolatków, a Sam poszła do samochodu.
- Zapomniałem o czymś... Spokojnie brat, do WESELA się zagoi. - nacisnął na owe słowo, uśmiechając się do brata.
- Idź już, bo ci jakiś chłopak dziewczynę poderwie, a widziałem takich lalusiów, co się za dziewczynami oglądali... - krzyknął Riker, na co Ross zerwał się jak poparzony i pobiegł do samochodu, gdzie siedziała Sam. Wsiadł do samochodu i odjechali w tym samym kierunku, co wcześniej. Sam siedziała cicho wpatrzona w szybę samochodu, a na liczniku samochodu siedemnastolatka wskazówka dochodziła do 140km/h, gdy zobaczył dwa stłuczone auta i radiowóz policji. Od razu zwolnił do 100km/h. Chwilę później Sam poprosiła, żeby Ross zatrzymał się na stacji benzynowej, co też uczynił.
- Chcesz coś? - zapytała, wysiadając z samochodu.
- Dużą kawę. To ty idź, ja zatankuję. - szesnastolatka wyszła z samochodu, a chłopak zatankował do pełna i pobiegł do stojącej przy kasie Sam.
- Sam, idź do samochodu, ja jeszcze zapłacę. - poprosił, a Sam posłusznie poszła do samochodu, a blondyn wziął pięć puszek Red Bull'a i ruszył do kasy.
- Który numer dystrybutora? - odezwała się kobieta stojąca za kasą.
- Trójka.
- Razem z puszkami to będzie 530 dolarów. - chłopak wręczył kobiecie pieniądze i wrócił do samochodu. Chwilę później para była już w dalszej drodze.
- To teraz mi powiesz, gdzie jedziemy? - zaczęła zaciekawiona Sam.
- Spokojnie, dowiesz się na miejscu. przed nami dłuuuuga droga. - powiedział zwycięsko.
- Ehh... - mówiła zrezygnowana. - No to powiedz mi chociaż, gdzie Riker chciał zabrać Miley?
- Nie mam bladego pojęcia. - wzruszył ramionami.
- Ross, nie kłam, tylko powiedz! - rozkazała.
- No mówię, nie mam pojęcia! - podniósł głos, ale z umiarem. - Na prawdę! Dowiedziałem się tego dzisiaj rano, tak jak ty. A ja wymyśliłem to w nocy. Nasz wyjazd nie ma nic wspólnego z ich wyjazdem. To zwykły przypadek. Nie wierzysz?
- Wierzę, przepraszam.To skoro mi nie powiesz, gdzie mnie zabierasz, to chociaż powiedz, jak długo będziemy jechać? - ponownie wypytywała.
- Mniej więcej do jutrzejszego popołudnia. - zapowiedział.
- Wytrzymasz tak 24 godziny bez snu za kierownicą? - zapytała.
- Buła z masłem, od czego się ma napoje energetyczne. A jak to nie pomoże, to to prześpię się pół godziny na parkingu. - dalej jechali w ciszy, gdy w radiu usłyszeli piosenkę „I Want You Bad”. Blondyn zaczął śpiewać i co chwilę spoglądając na uśmiechającą się do niego Sam.
- ... 'Cause you've flipped my whole world on, like a light swith'...
... 'You rock my world'...
... 'In my crazy mind, I'm with you all the time'...
... Oh girl, I want you bad!...
- te fragmenty śpiewał patrząc na Sam, bez względu na to, czy się powtarzały. Gdy się pojawiały, śpiewał je Sam. Piosenka skończyła się i dalej jechali w zupełnej ciszy 4 godziny, aż do 23.30. Sam spała już od 45 minut, a chłopak nadal nie czuł się śpiący. Senność dopadła go dopiero o 1.45, więc otworzył puszkę napoju zakupionego na stacji benzynowej. O 3.00 chłopak znów zaczął zasypiać, więc zjechał na najbliższy parking i ustawił budzik tak, żeby zadzwonił za pół godziny, jednak nie chciał obudzić Sam, więc ustawił na wibracje i w mgnieniu oka zasnął. W trakcie spoczynku poczuł, jak jego telefon wibruje w ręce. Westchnął i zapalił silnik, po czym odjechał. Autostrada była pusta, więc nastolatek nie bał się, że coś się stanie, więc ponownie jechał 140km/h.
Następny dzień, 6 lipca 2013
O godzinie 7.00 obudziła się Sam.
- Heeej, jak tam noc? - chłopak westchnął i popatrzał sarkastycznie na Sam, która doskonale zrozumiała przekaz.
- Głodna?
- Nieee... Trochę... Bardzo... - mruknęła z przerwą między słowami, na co chłopak uśmiechnął się i zjechał na pobliską stację bistro. Para wysiadła. Oboje zadecydowali, że najpierw się przebiorą w czyste rzeczy, a potem dopiero pójdą na śniadanie. Przebrany Ross poszedł do samochodu i czekał na Sam, która chwilę później przyszła również ubrana w świeże ciuchy. Chłopaka zastała opartego o drzwi bagażnika. Gotowi ruszyli do restauracji. Oboje zamówili sobie śniadanie, po czym Sam wyciągnęła z torebki portfel, w celu zapłacenia. Gdy Ross zobaczył, co robi dziewczyna, automatycznie przypomniał sobie zajście w pizzerii. Natychmiastowo zaprotestował.
- Nie, zostaw. Ja zapłacę. - powiedział. Sam się trochę zdziwiła, lecz schowała portfel z powrotem. Wzięli wybrane kanapki i ruszyli w stronę wolnego stolika i rozpoczęli posiłek.
- Mam nadzieję, że się nie gniewasz, że dzisiaj masz trochę mniejsze i skromniejsze śniadanie licząc, jakie zrobiłaś ostatnio. - dziewczyna zaśmiała się.
- Ross, ja nie jem takiego wielkiego śniadania, jak ostatnio, nie wiedziałam po prostu, co jecie, więc zrobiłam wszystko. Tyle. Gdy dojedli śniadanie, poszli do samochodu. Dalej jechali w ciszy, a w radiu nic fajnego nie grali, więc Sam postanowiła włączyć swoją ulubioną playlistę. Oczywiście były to piosenki R5.
- Lubisz naszą muzykę? - rozpromienił się Ross.
- Taaak, jesteście moi/mi ulubionymi wykonawcami. Mam nadzieję, że to ci nie przeszkadza, co?
- Nie, skąd ci to do głowy przyszło? - mówił przez śmiech. - To miłe, że to doceniasz. - ucieszył się.
- Heh, to dobrze, bo nie potrafiłabym rozstać się ze słuchaniem waszej muzyki.
- Przestań, to bez znaczenia. Nawet jakbyś nie znosiła naszej muzyki, to by nic nie zmieniło. - dziewczyna ciepło uśmiechnęła się do chłopaka, a potem zaczęła głęboko myśleć.
- Nad czym tak główkujesz? - zapytał blondyn.
- A nad tym, jak dużo może zrobić pierwsze wrażenie na kimś innym.
- Czyli? Mój mózg mało co teraz rozumie, wiesz, spałem tylko pół godziny...
- Myślałam nad tym, że jakbym zaczęła wariować, kiedy cię pierwszy raz zobaczyłam, uznałbyś mnie pewnie za kogoś, kto ma nie równo pod sufitem, a wtedy byś się ze mną na bank nie umówił, a wtedy nie było mnie tutaj z tobą.
- Ajjj, przestań. Wymyślasz jakieś najczarniejsze scenariusze. Ja o tym nie myślę. Myślę, co jest teraz. - zapewnił. Dalej jechali w zupełnej ciszy, wsłuchując się w muzykę dochodzącą z telefonu Sam. Pierwsza połowa podróży zakończyła się, więc para wysiadła z samochodu. Ross przy wyciąganiu walizek dyskretnie włożył podarunek dla Sam do swojej walizki i ruszyli na lotnisko w New York'u. Czekali 15 minut, kiedy odbyła się odprawa. Bez problemu przeszli przez bramki, zdali paszport i poszli zdać bilet, a potem weszli do samolotu.
- Proszę zapiąć pasy, startujemy. Życzymy miłego lotu. - powiedział głos dochodzący z głośników.
- To... ile mam ci oddać za bilet? - zaczęła Sam.
- Nie musisz nic oddawać, były dwa bilety w cenie jednego, to samo z powrotem, ale promocja była tylko w New York'u, więc wylatujemy stąd.
Po za tym dla ciebie zrobiłbym wszystko, aby tobie było dobrze. Cieszysz się?
- Cieszę, ale nie chcę, żebyś cały czas za mnie płacił. Nie chcę być na twoim utrzymaniu. Kiedy za mnie płacisz, czuję się trochę skrępowana, a to nie jest fajne. Moi rodzice mają pieniądze, spokojnie, wzięłam ich dużo.
- Ehhh, ale ja lubię płacić za ciebie, bo wiem, że jesteś wtedy szczęśliwa, a ja też jestem zadowolony. Pieniądze, to tylko pieniądze. Nie są najważniejsze w życiu.
- Rozumiem, tylko nie płać za mnie cały czas, bo ja też mam pieniądze.
- Okej, jak chcesz. - powiedział zasłaniając okno samolotu, przy którym siedziała Sam.
- Dlaczego zasłaniasz? - zapytała.
- Bo chcę, żebyś powiedziała, gdzie jesteśmy, kiedy już będziemy na ziemi, okej?
- Okej. - zgodziła się. Pozostałe 1,5 godziny lecieli w ciszy, aż do końca.
- Proszę zapiąć pasy. Zaraz będziemy lądować. Witamy w... - na ostatnie słowo pilota siedemnastolatek zakrył Sam uszy, tak, by nie usłyszała, gdzie są. Wyszli z naszych miejsc i udali się w stronę wyjścia z samolotu. Odebrali walizki. Ross poszedł wypożyczyć samochód i włożył do bagażnika, po czym wsiedliśmy do samochodu. Podróż do hotelu minęła szybko. Para wysiadła z samochodu i ruszyli do hotelu. Chłopak kazał Sam włożyć słuchawki na uszy, ażeby nie słyszała, gdzie są. Ross odebrał kartę do pokoju i ruszyli do wyznaczonego pokoju. Pokój, a raczej apartament okazał się ogromny. Sam zaczęła od salonu. Wielka kanapa, dwa miękkie fotele, wielki, plazmowy telewizor, kilka półek wypełnionych płytami filmów. Następnie poszli na taras. Leżaki, stolik i krzesła. Potem kuchnia, która przypominała wyglądem mini-bar. Mnóstwo jedzenia i picia. Później nadeszła kolej na łazienkę. Wielka wanna, prysznic z hydromasażem, spora umywalka, pralka i ogromne lustro. Potem pobiegli do sypialni. Tam ich zamurowało. Dwie wielki szafy i... łóżko. Tylko był jeden problem. Było dwuosobowe. Ross dopiero teraz popatrzał na ulotkę apartamentu.
- Eee... nie przyglądałem się tej ofercie za bardzo... To apartament... małżeński... - powiedział, patrząc na Sam i robiąc 'brewki'. - Nie, no. Żartuję, prześpię się na kanapie.
- O, nie. Chyba ni myślisz, że ci pozwolę spać na kanapie, w życiu!
- Ale, jesteś tego pewna?
- Tak, spokojnie.
- Ale mogę załatwić, żeby je wymienili...
- Ross, nie przeszkadza mi to, rozumiesz? Może zostać. A teraz co innego, chcę zobaczyć, gdzie jestem!
- Okej, to chodź. - zamknęli apartament i ruszyli na miasto. Droga była krótka. Gdy Sam zobaczyła, gdzie jest, wzruszyła się.
- Ross... ja... ja nie wiem, co powiedzieć...
Jest i 8 rozdział. Znowu przepraszam, że nie dodałam rozdziału wczoraj, ale nie miałam za dużo czasu, ale dodaję dzisiaj. Mam nadzieję, że się podoba i liczę na DUŻO SZCZERYCH KOMENTARZY. Błagam, nie ignorujcie mnie. Ja tylko proszę o te komentarze, a nie o coś większego, one mnie na prawdę motywują do dalszego pisania. Dlaczego mnie ignorujecie? Przecież z anonima też można komentować, a mało, kto komentuje. Ja z każdego komentarza się cieszę, więc błagam, napiszcie, co myślicie o każdym rozdziale, proszę, będę bardzo wdzięczna, mam nadzieję, że weźmiecie sobie to do serca...
A tu piosenka ;)

poniedziałek, 22 lipca 2013

Rozdział 7.

Blondyn wyszedł z domu Sam i ruszył swoim samochodem do własnego domu. W środku była Rydel, Ell i Rocky. Chłopak próbował wejść po cichu do domu tak, żeby nikt go nie zauważył.
- No co tam braciszku? - krzyknął Rocky uśmiechając się głupawo, gdy chłopak stał przy schodach.
- Nie powinno cię to obchodzić. - mówił biegnąc po schodach. Wszedł do swojego pokoju. Po szybkim odświeżeniu, założeniu czystych ciuchów siedemnastolatek otworzył szafkę i wyciągnął ze środka kwotę dwóch tysięcy dolarów. Zbiegł z góry i jeszcze szybciej wybiegł do samochodu, po czym odjechał w stronę centrum handlowego. Droga zajęła mu około 10 minut. Zostawiwszy samochód na parkingu, wbiegł do środka pasażu. Wszedł do APART'u. Zaczął przeglądać szklaną szafkę z biżuterią. 'Dziewczyny lubią błyskotki, chyba.' - pomyślał. Nagle jego wzrok przykuły dwa wisiorki złączone w kształt serca.
- W czym mogę panu pomóc? - spytała sprzedawczyni pracująca w sklepie.
- Emm, poproszę te wisiorki. - poprosił, a ekspedientka wyciągnęła ów biżuterię zza szklanej wystawy i zaniosła go do kasy w celu zapakowania.
- Wisiorki są z najprawdziwszego srebra. Są bardzo wytrzymałe, więc zerwanie się, czy połamanie będzie mało prawdopodobne. Jednak gdyby coś się z nimi stało, mają gwarancję trzech lat. - zapewniła.
- Ile płacę?
- Tysiąc dwieście dolarów poproszę. - nastolatek wyliczył i wręczył kwotę kobiecie, po czym wyszedł od jubilera do samochodu. Zakup spakował głęboko do bagażnika i ruszył do domu Sam.
- No nareszcie, zaraz wychodzimy. Gdzieś ty był!? - wypytywała Sam.
- Eee... no... ja... ja... Ja byłem w domu! - starał się wybrnąć z sytuacji.
- Jesteś pewien, bo się wahasz...
- Na 100%.
- Ross, już dłużej się nie dało? Coś ty tam robił?
- To i tamto... Okej, okej, przepraszam. - chwilę później wszyscy byli gotowi i ruszyli w stronę parku. W połowie drogi do czwórki podbiegł mały chłopiec z małym plastikowym pistolecikiem.
- Pif paf! - wycelował w stronę Riker'a, który udawał, że chłopiec go postrzelił, a chłopczyk pobiegł z powrotem, a czwórka szła dalej. Kilka minut później znaleźli się pod budynkiem kina.
- To na jaki film idziemy? - zaczął Riker. - Może jakiś horror? Nie, co ja gadam. Dziewczyny pewnie będą chciały iść na jakąś komedię romantyczną, albo melodramat, mam rację?
- A teraz cię zaskoczę i powiem, że mogę pójść na horror. A ty, Sam? - rzuciła Miley.
- To masz dwa zaskoki. Ja też pójdę. - zgodziła się.
- To może 'Trust'? Albo nie. On jest nudny, ostatnio na nim byłem. O, wiem, na co pójdziemy. Na 'Piła Mechaniczna'('Texas Chainsaw'). A co najlepsze, jest w 3D! - zaproponował Ross. Wszyscy się zgodzili. Kilka minut później rozpoczął się seans. Faktycznie, film wciągnął całą czwórkę tak, że sami zapomnieli o Bożym świecie. Z transu obudzili się dopiero wtedy, kiedy film się skończył a rozpoczęły się napisy końcowe. Sceneria zakończyła się, więc pary zdecydowały się pójść na pizzę. Każdy opowiadał jakieś śmieszne lub nietypowe sytuacje. Zamówienie zostało zrealizowane, a Riker o czymś opowiadał. Chwilę później posiłek leżał na stole, a wszyscy zaczęli jeść. Po zjedzonej potrawie Miley zaczęła opowiadać co innego. Sam na chwilę przestała słuchać i spojrzała kątem oka na stolik w drugim końcu pizzerii. Ujrzała Lucas'a z jakąś śmiejącą się dziewczyną. Niby się tym nie przejęła, ale szkoda jej było tej dziewczyny. Gdy byli razem, zawsze siedzieli przy tamtym stoliku. Zaczęły wracać wspomnienia. Chciała jak najszybciej o nich zapomnieć, lecz nie umiała. Jej oczy się zaszkliły i wypłynęły z nich słone krople.
- Co się stało? - zapytał rozbawiony Ross, jednak spoważniał, gdy zauważył mokre policzki szatynki. Odwrócił głowę w stronę, gdzie patrzała Sam. Wstał od stolika i ruszył w ich stronę.
- Co, znalazłeś sobie nową pannę, żeby za ciebie płaciła? Nie wystarczy ci, jak bardzo skrzywdziłeś Sam!? - mówił z obrzydzeniem.
- Emm, misiu, o co mu chodzi? - zapytała zdziwiona towarzyszka Lucas'a.
- Nie mam pojęcia. Może wyjdziemy? - speszony zwrócił się do Ross'a.
- A po co? Niech ona się wszystkiego dowie! Hej, jestem Ross. Widzisz ją? - wskazał na Sam. - To moja dziewczyna, wcześniej chodziła z Lucas'em. Wykorzystywał ją. Zawsze za niego płaciła. Założę się, że jeśli bym do was nie przyszedł, to ty byś zapłaciła za dzisiaj. On by powiedział, że zapomniał portfela, a potem to byłoby tak, że ty byś zawsze za niego płaciła. Tamta trójka może ci to potwierdzić. Sam, Miley, Riker! Chodźcie na chwilę! – podeszli, jak prosił. Sam już pozbierana zaczęła mówić.
- No proszę, jeszcze dzisiaj przed południem błagałeś mnie, żebym do ciebie wróciła, taki byłeś biedny, a ty już znalazłeś sobie nową pannę z kasą, żeby za ciebie płaciła? - powiedziała oburzona. - Jeśli z nim chodzisz, lepiej zerwij, jak chcesz zachować kieszonkowe na własne zachcianki. Dobrze ci radzę, wiem coś o tym.
- To prawda, Lucas? - zapytała z nadzieją, że to nie jest prawda.
- Eee... ja... no... ten... yyy... - spanikował. Dziewczyna widocznie znała już jego wadę - nie umie kłamać. Wstała i uderzyła chłopaka z liścia. - Tess! Zaczekaj! - pobiegł za nią, jednak po chwili wrócił. - Słuchaj, Ross, czy jak tam cię zwą, czego ty do jasnej cholery ode mnie chcesz?!
- Czego? Ty naprawdę nie wiesz?! - rzucił z ironią. - A tego, że nie zasługujesz już na żadną dziewczynę! Nie rozumiesz, że one też mają uczucia?! One chcą być kochane, a nie wykorzystywane! Jak ty możesz nazywać siebie facetem?! Prawdziwy facet płaci za kolację, a nie robi jakieś wymówki, że niby 'zapomniał portfela'! Nadal nie rozumiesz, czy mam ci to jakoś inaczej wytłumaczyć?!
- Słuchaj, nudzi mnie to, co do mnie mówisz. Lepiej skończ, bo to co powiedziałeś, mówiłeś do ściany i odczep się ode mnie i od tego co robię! - wykrzyczał, po czym wyszedł.
- Emm, może wracajmy już, robi się ciemno, a kawałek do domu jest. - zaproponował Riker. Wyszli z pizzerii i ruszyli w stronę domu Sam tą samą drogą, co wtedy. Sam miała gęsią skórkę, więc Ross użyczył jej swojej bluzy. Do domu doszli o 23.00. Wszyscy byli zmęczeni, więc od razu poszli spać.
Następny dzień, 5 lipca 2013
Następnego dnia Ross obudził się pierwszy. Wymknął się z pokoju i zbiegł na dół do kuchni. Chłopak wyjął patelnię i przygotował sporą ilość jajecznicy i płatków z mlekiem. Nalał do dzbanka kawy i herbaty. Wyjął z lodówki śmietankę do kawy i postawił wszystko na stole. Następna zeszła Sam.
- Cześć... Zrobiłeś śniadanie? - zapytała zdziwiona.
- Tak, ty zrobiłaś wczoraj śniadanie, Miley obiad, a Riker wczoraj zapłacił za kolację, więc dzisiaj moja kolej. Głodna? – zapytał już dobrze znając odpowiedź. Sam nalała sobie do miski mleka i przysypała substancję płatkami owsianymi i nalała sobie kawy. Blondyn dosiadł się do niej, robiąc to samo. Chwilę później zeszła reszta, dosiadając się do pary.
- Mmmm, Sam, znowu przeszłaś samą siebie! – zawołał Riker, na co Sam wybuchła śmiechem.
- Dzisiaj nie ja je zrobiłam, to Ross. – na te słowa Riker’owi o mało oczy nie wypadły z orbit.
 - Ross? On to zrobił? Nie wiedziałem, że umiesz gotować braciszku! – powiedział zdziwiony Riker.
- To mieszkasz z nim przez 17 lat, i nie wiesz, że umie gotować? – zapytała rozśmieszona Miley.
- No dzięki, brat. – siedemnastolatek skrzyżował ręce na piersi. - A jak Rydel nie było, to kto musiał wstać pierwszy, i zrobić śniadanie?
- Myślałem, że Rocky... – powiedział skołowany Rik.
- Rocky? Błagam cię, on nawet porządnie nie umie zrobić kiślu, nawet, jeśli z tyłu opakowania jest instrukcja. Ratliff może i umie to zrobić, ale on przecież zawsze wstaje ostatni! – wytłumaczył.
- No w sumie fakt... Sorrki braciszku... – przeprosił. – A właśnie, bo z Miley mamy plany... Nie obrazicie się jeśli zrobimy sobie taką małą wycieczkę na 3 dni we dwoje?
- Nie, no co ty. Przecież nie musimy się ciągle trzymać razem... Po za tym to ja też chciałem zabrać gdzieś Sam... – zapowiedział.
- No, skoro Miley jest już ubrana, to my już idziemy. Musimy się jeszcze spakować. To pa!
- Pa! - zawołali chórem Ross i Sam.
- Sam, ty też weź idź. - zapowiedział.
- Ale jedziemy na ile dni? Pytam, bo nie wiem, ile wziąć ubrań. – powiedziała.
- Weź ubrania mniej więcej na 4 dni plus zmiana ubrania w czasie jazdy.
Nastolatka weszła na górę i wyjęła spod łóżka dużą walizkę i wpakowała do środka wszystkie potrzebne rzeczy. Zajęło jej to około 10 minut. Zeszła na dół, gdzie Ross już czekał.
- Gotowa?
- Tak, idziemy?
- Jasne. - powiedział, po czym wziął ze sobą walizkę Sam i odjechali samochodem chłopaka. Sam zadzwoniła do cioci.
** rozmowa telefoniczna **
- Cześć Lily! Jak tam?
- Doooobze. A u ciebie?
- Cudownie. – mówiąc to popatrzałam na Rossa, który uśmiechał się. – Księżniczko, daj mi proszę ciocię Penny, dobrze?
- No doooobze. CIOCIU, SAM DZWONI!
- Cześć, słoneczko! Czy coś się stało?
- Nie, nic się nie stało, tylko chcę ci powiedzieć, że nie będzie mnie w domu przez 5 dni. Więc jeśli byś przyjechała, to nie martw się o mnie.
- Dobrze skarbie. Baw się dobrze.
- Dzięki ciociu. Kocham cię. Pa!
- Ja też cię kocham Sam. Pa!
Tą samą rozmowę odbyła z rodzicami. Oczywiście oni zadawali według nich potrzebne pytania.
** rozmowa telefoniczna **
...
- Ale gdzie jedziesz?
- Tego jeszcze nie wiem. To ma być dla mnie niespodzianka.
- No, dobrze. Ale z kim jedziesz?
- Z... przyjacielem. – na to określenie Ross popatrzał na dziewczynę podejrzliwie, na co Sam zasłoniła słuchawkę ręką.
- Wolę im nie mówić teraz, zwłaszcza przez telefon. Po za tym tata będzie chciał z tobą przeprowadzić powaaaażną rozmowę. Więc lepiej nie teraz.
- Okej.
- Kim jest ten przyjaciel?
- Ma na imię Ross. Nie musicie się bać. Jest bardzo miły.
- Ile ma lat?
- Jest wystarczająco dojrzały, ale nie jest młodszy ode mnie.
- Dobrze. A na ile jedziecie?
- Na 5 dni. Spokojnie, Lily jest u cioci Penny.
- To dobrze. Sam, daj mi na chwilkę tego chłopaka. – powiedział tata, a dziewczyna posłusznie przekazała słuchawkę Ross'owi.
- Witam. Nazywam się Ross Lynch. Jestem... przyjacielem Sam.
- No mam nadzieję. Słuchaj chłopcze, naszej córce ma nie spaść włos z głowy. Nie wiem jakie masz zamiary, ale jeśli skrzywdzisz moją córkę, to słono tego pożałujesz. Rozumiesz?
- Tak, może pan być spokojny. Sam będzie przy mnie bezpieczna.
- John! Nie strasz chłopaka! Pewnie chłopak prowadzi! Nie bądź od razu taki surowy! - powiedziała mama, po czym wyrwała tacie słuchawkę.
- Przepraszam cię bardzo za niego. Po ostatnim chłopaku Sam jej ojciec zaczął być trochę nerwowy. Bawcie się dobrze!
- Dziękujemy, do widzenia.
- Do widzenia!
- Jej, twój ojciec jest trochę przerażający! - powiedział Ross.
- Taaak. Wiem. - odpowiedziała.
Jej, ale mi wstyd... bardzo przepraszam za to, że nie dodałam rozdziału wczoraj... ale wiecie, są wakacje i byłam zajęta, ale dodaję go dzisiaj. Tak więc mam nadzieję, że się podoba i proszę o dużo szczerych komentarzy :D. Aha, zapomniałam, przepraszam, że taki krótki, ale nie mam czasu na napisanie dłuższego, wybaczcie.
a tu moja ulubiona piosenka <3

środa, 17 lipca 2013

Rozdział 6.

Gdy Sam podniosła głowę, ujrzała dobrze znaną jej twarz, której już nigdy nie chciała widzieć.
- Lucas? Co ty tu robisz?! - zdziwiła się. Para zerwała ze sobą ponad 2 dwa miesiące temu. Powód był dość niecodzienny. Chłopak był dwa lata starszy od Sam, a mniej rozumu od młodszej siostry szatynki. Nastolatka była w nim tak zauroczona, że nie widziała, iż chłopak wykorzystuje ją i pieniądze jej rodziców. Dziewczyna całe swoje(wysokie) kieszonkowe przepuszczała na zachcianki Lucas'a. Nastolatkowi spodobała się jakaś czapka, tablet, czy komórka, od razu to miał. Dziewczyna nie wybaczyła mu do teraz. Gdyby nie Miley, nadal wydawałaby na niego kasę. Sam nie wierzyła swojej przyjaciółce, dopóki chłopak nie poprosił ją o dużą sumę pieniędzy. Wiadomo, skoro miała mu dać dużo pieniędzy, wypadałoby wiedzieć, na co one mu były potrzebne. Gdy dowiedziała się, na co, zamurowało ją. Nie na codzień się słyszy, że twój chłopak bierze narkotyki. Resztę tamtego dnia dziewczyna biła się z myślami. Następnego dnia rano zebrała się na odwagę i zerwała z nim, lecz on nie chciał. Dzwonił, pisał, nie dawał spokoju. W końcu odpuścił, a teraz znowu przyszedł. "Ale po co on tu znowu przylazł?" - pomyślała.
- Sam, przejżyj w końcu na oczy i wróć do mnie! - nastolatka westchnęła.
- Ale po co, żebyś nadal mógł mnie wykorzystyw... - nie dokończyła, ponieważ przerwał jej chłopak.
- Ale zrozum, ja się zmieniłem! Zaufaj mi!
- Ty się już nigdy nie zmienisz i ty to zrozum!
- Sam, ja cię błagam, przemyśl to...
- Okej. I wiesz co? Już to przemyślałam. I wiesz, co ci powiem? Nie!
- Boże, nie możesz mi już odpuścić?
- Słuchaj, nie mam siły już się z tobą męczyć. Idź stąd, bo pożałujesz.
- Bo co?! Czy ty na prawdę sądzisz, że się ciebie boję?! Jeśli tak, to się grubo mylisz. – powiedział śmiejąc się egoistycznie, łapiąc dziewczynę i mocno ściskając jej nadgarstki. Czuła, jak nogi się pod nią uginają.
** w tym samym czasie w domu **
Skończywszy odkurzać Ross poszedł do sypialni Sam, w poszukiwaniu jej. Zdziwiony zszedł na dół do kuchni, gdzie siedział Riker.
- Wiesz może, gdzie jest Sam? - zaczął.
- Chwilę temu poszła wyrzucić śmieci. Powinna już wrócić, nie ma jej dobre 20 minut... - na wypowiedź starszego brata Ross pobiegł do hallu. Już miał wyjść, gdy przez okno zobaczył, jak dziewczyna stoi przy drzwiach, ma sine nadgarstki, a za nie trzyma ją jakiś chłopak. Blondyn szybko wyszedł z domu i rzucił się na chłopaka. Pomimo tego, że Lucas był starszy od Ross'a, byli tego samego wzrostu. Siedemnastolatek ciągnął szatyna w stronę dużego drzewa. Przycisnął go do owego drzewa.
- Kim jesteś i co robisz Sam?! - mówił przez zaciśnięte zęby. Chłopak nie dawał za wygraną. Zaczął się śmiać na cały głos. - Co, śmieszy cię to?!
- Żebyś wiedział! Myślisz, że się ciebie boję? Ahaha, musiało cię coś mocno walnąć w ten pusty łeb, kiedy się rodziłeś. - nadal nie mógł powstrzymać śmiechu. Ross'owi nerwy puściły, więc ponownie złapał Lucas'a za ubrania i jeszcze mocniej przycisnął do drzewa. Szatyn wyciągnął rękę i wymierzył cios pięścią w nos Ross'a. Zdziwiony chłopak odsunął się od roześmianego Lucas'a i złapał za krwawiący nos, a przejęta Sam podbiegła do chłopaka.
- Mój Boże, Ross, nic ci nie jest? - zapytała przerażona.
- Nie, ale za dobrze też nie jest. - pocieszył. - Co ty do jasnej cholery chcesz od mojej dziewczyny?!
- Twojej dziewczyny? Człowieku, ona jest moja!
- Przecież z tobą zerwałam! Czego ty jeszcze ode mnie chcesz?!
- Czy ty nie widzisz, że do siebie idealnie pasujemy?!
- Tak, masz rację. Ja mam kasę, a ty ją na siebie wydajesz! - mówiła coraz głośniej, aż zaczęła mówić głośno na cały głos. Usłyszeli to również Miley i Riker, którzy właśnie wyszli z domu.
- Co tu się dzieje? - zaczęła Miley. - Lucas? Czego ty tu szukasz?!
- Co to za facet? - mówił Riker. - Ross, co ci się stało?! - zdziwił się, na co młodszy westchnął zdenerwowany i pokazał cały zakrwawiony nos.
- To jest Lucas. Mój były. Zerwałam z nim dwa miesiące temu, a ten tego nadal nie pojmuje. Ale to długa historia.
- Słuchaj, Lucas, albo stąd się wyniesiesz, albo będziesz miał do czynienia ze mną. – zagroził Riker.
- Ojej, ale się boję! Ale mam stracha przed jakimś flakowatym blondynkiem! – powiedział z ironią, na co Riker podszedł do niego i walnął go prosto w nos, na co Lucas upadł na ziemię, po czym uciekł.
- Jeszcze tego pożałujesz, Sam! Zobaczysz! Będziesz mnie błagać, żebym do ciebie wrócił! – wołał. Przez cały ten czas Sam stała wtulona w Ross'a, który objął ją całym sobą. Czuł, jak płakała, współczuł jej.
- Chodźcie, nie będziemy tu tak stać. - mruknął Riker, machając ręką całą we krwi Lucas'a. Czwórka weszła do domu, a Ross i Sam do pomieszczenia, w którym spali. Sam nadal objęta ramionami Ross'a nadal płakała.
- Ross, ja tak bardzo cię przepraszam... niepotrzebnie wychodziłeś, nie oberwałbyś w ten nos... - mówiła pociągając nosem.
- Sam, przestań, nie masz za co przepraszać...
- On... On... Zachowuje się, jakby był chory psychicznie!
- Ejj, no przestań... On cię skrzywdził, więc zasłużył żeby go stłuc. A to, to jest nic. – powiedział wskazując na czerwony od krwi nos. - No, a teraz powiedz, co się stało? – zaczęła opowiadać.
- ...On myśli, że powie tylko jakieś puste przepraszam, to od razu do niego wrócę i mu od nowa zaufam. Ja po prostu nie jestem w stanie... - po tych słowach rozpłakała się na nowo.
- No, już. Przestań płakać. Jeśli znowu ci coś zrobi, nie daruję mu tego. Możesz na mnie zawsze liczyć. Jeśli znowu pojawi się taka sytuacja, że przyjdzie do ciebie, to mi to powiedz. Dobrze? – powiedział z troską w głosie.
- Jasne. – przestała płakać. – A teraz chodź, umyję ci ten nos, i chodźmy do Miley i Rikera. – poszli do łazienki, Sam pomoczyła szmatkę, i delikatnie jeździła nią po całym czerwonym nosie blondyna. Teraz było widać miejsce, skąd wypływała krew. Potem pomoczyła wacik wodą utlenioną i czyściła dokładnie nos. Gdy przyłożyła mokry wacik, chłopak trochę zasyczał z bólu, więc nastolatka zaczęła gładzić głowę partnera. Gdy wyczyściła, zakleiła mu nos plastrem.
- Dzięki. – powiedział chłopak przytulając ją.
- Proszę bardzo. - uśmiechnęła się.
** w tym samym czasie na dole w kuchni **
- Słuchaj Miley, co to był za facet? – zaczął Riker.
- To były chłopak Sam. Ma na imię Lucas. Wykorzystał ją i pieniądze jej rodziców. Kiedyś chciał kasę na dragi, więc chciała zerwać, tyle, że on nie odpuszczał i próbował ją odzyskać. Odpuścił na dwa miesiące, i znowu przyszedł. On nie rozumie, że Sam znalazła sobie kogoś wspaniałego i kochającego, jak Ross. Cieszę się, że obie znalazłyśmy kogoś, kto nas dobrze rozumie. - przytuliła chłopaka.
- Ja też się cieszę, że w końcu znalazłem sobie kogoś, kto mnie po prostu kocha, a nie chodzi ze mną dla pieniędzy, czy żebym był kolejnym chłopakiem do zaliczenia.
- O matko... Jak można by cię tak wykorzystać... – była załamana. – Mi możesz w pełni zaufać. Ja nie jestem taką materialistką.
- Heh, wiem. Właśnie dlatego ci ufam. – zaśmiał się, po czym zaczął całować blondynkę czule i namiętnie. Pocałunek trwał około 30 sekund, gdy chłopak przerwał i przytulił Miley najmocniej, jak potrafił, lecz jednocześnie delikatnie, żeby nic się jej nie stało. Oczywiste. W tej chwili popatrzała na zakrwawioną rękę, którą walnął Lucasa.
- Mam taką małą prośbę do ciebie. – powiedziała.
- Dla ciebie wszystko. – zapewnił.
- Wiem, że Ross to twój młodszy brat, i że go bronisz, ale nigdy więcej mnie tak nie strasz więcej, dobrze? Ja ci w żaden sposób nie mogę i nie chcę zabronić, abyś go bronił, rozumiesz? Po prostu się wystraszyłam, że coś ci się stanie...
- Rozumiem. Obiecuję, że więcej z takim czymś nie wyskoczę.
- Okej, chodź z tą ręką, umyję ci ją i zawołamy Ross'a i Sam na obiad, bo jest już gotowy. Mam nadzieję, że będzie wam smakować. Nie robię go pierwszy raz, ale każdy inaczej gustuje w potrawach.
- Na pewno. – zapewnił, na co się lekko zarumieniła.
- Alle pachnie – pochwalił młodszy brat Riker'a, który właśnie zszedł.
- No a jak ma pachnieć?! – zapytał starszy śmiejąc się. – No, a jakie pyszne! Muszę się z tobą ożenić.
- Mi się na razie nigdzie nie śpieszy – zaśmiała się zarumieniona Miley.
- No, ale masz gwarantowane to, że kiedyś ci się oświadczę. Wytrzymam te dwa lata. – zaśmiał się.
- Słuchajcie, za 30 minut będzie tu moja ciocia zabrać resztę rzeczy Lily, bo całe wakacje spędzi u niej. Więc musi być wszystko idealnie, bo moja ciocia jest dość dyscyplinarna, jeśli coś jest nie tak. – oznajmiła Sam.
- Okej, będziemy grzeczni. – zapewnił Ross. - No a tak diametralnie zmieniając temat, może pójdziemy wieczorem do kina?
- Jestem za! – zawołał starszy, popijając łyk wody.
- Ja też mogę pójść. – zgodziła się Miley. – A ty, Sam?
- No jeśli bym się nie zgodziła, to i tak byśmy poszli. Trzy na tak, jedno na nie, to oczywiste... Ale i tak z chęcią pójdę. – zapewniła. – Wszyscy skończyli jeść? - To skoro Miley przygotowała obiad, to ja posprzątam. – rzekła, na co zebrała puste talerze i szklanki. Gdy wracała, zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Może będzie lepiej, kiedy ja otworzę. – powiedział najstarszy, po czym wyprzedził Sam. W drzwiach ukazała średniego wzrostu kobieta.
- W czym mogę pani pomóc? – zapytał uśmiechnięty.
- Witam. Czy zastałam Sam? Jestem jej ciocią, nazywam się Penny Jones. – zapytała zdziwiona widokiem, jaki zobaczyła. No fakt, przecież go kompletnie nie zna.
- Ja nazywam się Riker Lynch, jestem jej znajomym. Tak, Sam pakuje rzeczy Lily. Proszę wejść! – wpuścił kobietę do środka.
- Dzień dobry Pani Jones! – zawołała Miley.
- Witaj, słoneczko! Jakże miło mi cię widzieć! – ucieszyła się ciocia Sam. – Jak tam w szkole?
- Dobrze. Może napije się pani czegoś? – zaproponowała.
- Nie, dziękuję. Ja tu tylko na chwilę. – na to co powiedziała, do pokoju wpadł Ross.
- Dzień dobry. Nazywam się Ross Lynch. Miło mi panią poznać. – przedstawił się.
- Witam. Wy jesteście braćmi, jeśli się nie mylę? Macie takie same nazwiska.
- Tak, jesteśmy braćmi. – na słowa młodszego kobieta spojrzała na jego nos.
- Matko święta! A co ci się chłopcze stało w nos? – zapytała zaciekawiona.
- Mały wypadek.
** w tym samym czasie **
Sam weszła do pokoju Lily i wyjęła z pod łóżka małą, różową walizkę i wpakowała do niej wszystkie ubrania, kilka lalek i ubranka dla nich. Wybrała te, którymi się najczęściej bawiła. Spakowała też szampon, szczoteczkę, i szczotkę do włosów. Zapięła walizkę i zeszła na dół. Czekała tam już ciocia. - Cześć ciociu! – zawołała. – Proszę, to walizka Lily. Może zostaniesz na chwilę?
- Nie, muszę już wracać. Przywiozę ją 28 sierpnia, dobrze? – zaproponowała.
- Dobrze. Aaa, ciociu, powiedz mi, jak zareagowała na wieść, że zostaje u ciebie na resztę wakacji? – zapytała zaciekawiona.
- Była w siódmym niebie. Nie musisz się denerwować. No, dobrze, muszę wracać. Do widzenia! – pożegnała się.
- To, o której wychodzimy do tego kina? – zapytała Sam.
- Może o 19.00? – zapytał Ross.
- Okej, może być. To co teraz będziemy robić?
- Może pooglądamy telewizję? - zaproponował Riker.
- To może wy pooglądajcie telewizję, a ja niedługo wrócę. – powiedział Ross.
- A gdzie ty się wybierasz? – zapytała zdziwiona Sam.
- Muszę załatwić parę spraw. To na razie! – krzyczał Ross łapiąc za klamkę drzwi wejściowych. Nikt nie wiedział, co to za 'sprawa'.

Wooohooo! Jest 6 rozdział! Męczyłam się i męczyłam, aż go wymęczyłam. Bardzo przepraszam, że nie dodałam na czas, ale rozładował mi się laptop w czasie pisania, potem go podłączyłam, a potem musiałam iść do sklepu(który jest daleeeeko), w którym nie było tego, co chciałam kupić... zaraz, to jakaś tajemnica? Byłam po Twist'a, musiałam przeczytać wywiad z Ross'em, heh ;) Byłam w aż trzech sklepach, które są od siebie daleeeeko :) Wróciłam, przeczytałam wywiad i okazało się, że jest 20.30 a rozdział jeszcze nie był gotowy. Ale w końcu go skończyłam i jest. Mam nadzieję, że się podoba i proszę o DUŻO SZCZERYCH KOMENTARZY, NIE GARDZĘ RÓWNIEŻ KRYTYKĄ :) Myślę, że wzięliście sobie do serca to, co pisałam ostatnio o komentarzach :) Jak chcecie, mogę go napisać jutro w nowym poście, skoro ktoś nie może go kupić :) Buźka :*
P.S. Wiecie, dlaczego piszę na to na czarno? Bo nadal mam żałobę :'( #R.I.P Cory
a tu piosenka ♥:
~Pattie