Pocałunek Sam trwał około 5 sekund, kiedy Ross zaczął odwzajemniać pocałunki. Dalej trwało to około minuty, może mniej, gdy przerwały im 'gołąbeczki' z pokoju Riker'a.
- My się nie możemy całować, ale jak wy się liżecie to NIE PRZESZKADZAĆ! - mówił Riker. - Może chodźcie na dół, bo zaraz się zaczną domyślać... - chłopak, a w zasadzie mężczyzna miał rację. Czwórka wyszła z pokoju siedemnastolatka i ruszyła w stronę schodów. W połowie krótkiej drogi Riker przeplótł palce w okół palców Miley. 'Skoro oni chcą im powiedzieć, że są razem, to my też powinniśmy' - pomyślał Ross i zrobił to samo, co Riker przed chwilą. Towarzyszka nastolatka odwzajemniła gest. Weszli do salonu.
- No w końcu jesteście! - krzyknął Rocky. Jego wzrok nagle zatrzymał się na wysokości rąk Ross'a i Sam. - To ty chodzisz z Ross'em? - zapytał kierując wzrok na szatynkę.
- A nie widać? - rzuciła śmiejąc się. - Okej, to inny dowód. - po tym złapała chłopaka za krawat, lekko przyciągnęła do siebie i złożyła na ustach Ross'a namiętny pocałunek. - Wystarczy? - skończyła.
- Wystarczy, wystarczy... - wzrok szatyna przeniósł się na ręce Riker'a i Miley. - Wy... a nie, o was to już od dawna wiem. Noooo, to może zostaniecie dziewczyny na noc? - zapytał, na co wszyscy wybuchli śmiechem.
- Nie, we czwórkę idziemy do mnie. Mam rację? - zapytała Sam patrząc na pozostałą trójkę, która się zgodziła.
- A moje zdanie to już nikogo nie obchodzi? - zapytała Miley.
- Ojjj, no przecież dobrze wiem, że się zgodzisz. - rzucił pewnie Riker, po czym delikatnie musnął wargę Miley.
- Może masz rację... - dziewczyna odwzajemniła pocałunek.
- FFFUUUUJJJJJ!!! Przestańcie, to obrzydliwe! - krzyczeli chórem Rocky i Ratliff.
- Ajjj, nie znacie się, to urocze - uśmiechnęła się Rydel.
- Komuś tu brakuje dziewczyyyyynyyyyy... - mówił Ross do Rocky'ego i Ell'a.
- Ooodczep się! - wykrzyczeli razem szatyni.
- Oni tak zawsze razem mówią? - szepnęła Ross'owi Sam do ucha. - To przerażające!
- Tylko w stresie... - uśmiechnął się do partnerki. Czwórka wyszła z posiadłości Lynch'ów i razem wsiedli do samochodu nastolatka. Właściciel samochodu siadł za kierownicą, Sam na przednim miejscu pasażera, a Miley i Riker usadowili się z tyłu. Zjechali z podjazdu i ruszyli w kierunku domu Sam. W połowie drogi zadzwonił jej telefon.
** rozmowa telefoniczna **
- Cześć ciociu! coś się stało z Lily?
- Nie nie, chciałam się upewnić, czy tobie nic się nie stało. Dalczego nie przyjechałaś razem z Lily i Miley? Stało się coś?
- Nie, nic się nie stało. Chciałam spotkać się z przyjaciółmi.
- No dobrze, dobrze. Czyli o której mam przyjechać po resztę rzeczy Lily?
- Hmm, może za jakąś godzinę? Może być?
- Pewnie, to pa skarbie.
- Pa ciociu.
Cała czwórka wysiadła z samochodu i udała się do domu Sam.
- To jaką chcecie pizzę? - zawołała Sam wybierając numer do pizzerii.
- Margerita maxi! - krzyknęli bracia chórem.
- Miley?
- Może być.
- Okej, to przez minutkę bądźcie cicho. - zażądała, a pozostała trójka posłusznie zamilkła.
** rozmowa telefoniczna **
- Pizzeria 'EVERYTHING 4 U'. Słucham!
- Dobry wieczór, poproszę dwa razy margerita maxi.
- Oczywiście, coś do picia, jakieś sosy?
- 4 razy pepsi i dwa razy... trzy razy ketchup.
- Na jaki adres?
- Na River Street 493.
Dziewczyna rozłączyła się i poszła do salonu, gdzie Miley grzebała w komórce, a chłopcy przeglądali programy telewizyjne.
- Zaraz będzie. Ross, chodź ze mną na górę, poszukamy jakiś fajnych filmów. Zrobimy sobie dzisiaj maraton filmowy. - pociągnęła chłopaka z rękę ciągnąc w stronę schodów prowadzących na górę zostawiając Miley i Riker'a samych. Para weszła na strych. - Całe pudło do twojej dyspozycji. - wskazała na duże pudło z płytami.
- I mam wybrać co chcę? - nastolatka przytaknęła głową twierdząco. Chłopak zabrał się za przeglądanie zawartości pudła. Wybrał kilka tych, które mu się podobały, po czym pokazał je partnerce.
- Może być?
- Jasne. - zgodziła się, a następnie wyszli z pomieszczenia. Gdy zeszli ze schodów, zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę! - zawołał Riker i otworzył drzwi, w których ukazał się dostawca pizzy.
- Dobry wieczór, państwo zamawiali dwa razy margerita maxi plus 4 razy pepsi? - zapytał mężczyzna w czapce z logo pizzerii.
- Tak, to my. - potwierdził Riker. - Ile płacę?
- 19.50 poproszę. - zażądał dostawca.
- Proszę bardzo. - dał mężczyźnie odliczoną kwotę pieniędzy, po czym zamknął drzwi i pognał do salonu, gdzie reszta wygodnie się usadowiła na kanapie. - Pizza przyszła! - na jego słowa Ross wstał szybko i podbiegł do Riker'a, a ten odruchowo schował posiłek za plecami. - Stop! Ross, siadaj na kanapę. Wszyscy jemy po równo, łącznie z tobą braciszku. Ile ich jest? 8 w każdej, to każdy z nas ma do dyspozycji 4 kawałki, czyli połowę jednej pizzy. Proponuję, żebym ja z Miley wziął jedną, a ty z Sam drugą i nie będzie sporów.
- Okej, to może byś mi to dał, a nie ciągle to trzymasz? - wyrwał starszemu pudełko z pizzą.
- Jasne, ty zawsze jakiś brutalny. Masz Sam. - podał przyjaciółce butelkę z colą, lecz zamiast podać napój Ross'owi, rzucił w niego butelką i wymierzył w niego wrogie spojrzenie, po czym usiadł obok swojej wybranki.
- Skoro tak lubisz pizzę, mogę ci swój kawałek oddać, ja i tak tylu nie zjem. - wyszeptała Sam Ross'owi.
- Jak nie zjesz, to ja z chęcią. - uśmiechnął się do swojej dziewczyny, gdy rozpoczął się seans. Oglądali horror, więc dziewczyny siedziały wtulone w swoich partnerów. W czasie filmu Ross'owi zachciało się pić po zjedzonym już posiłku, więc złapał za nieodkręconą jeszcze butelkę swojej pepsi. Chwycił za korek i mocno przekręcił. Ze względu na to, że przed filmem Riker rzucił butelką w Ross'a, zawartość zagazowała się i nie mogła odgazować, w momencie odkręcenia butelki zawartość wybuchła i większość napoju wylądowała na koszulce blondyna. Ten jak oparzony wstał i zakrył korek ręką.
- Cholera jasna! Moje ulubione ciuchy! - wykrzyczał, a reszta towarzystwa wybuchła śmiechem. - A ty co się śmiejesz? To przez ciebie! - oskarżył starszego brata.
- No jasne, zwal wszystko na mnie! - mówił rozbawiony Riker.
- A kto we mnie rzucił butelką?!
- Trzeba było tak mi nie wyrywać pudełka, to bym nie rzucił. - nadal się wszyscy śmiali.
- Chodź Ross, pożyczę ci jakieś ubranie taty. - zaczęła prowadzić nastolatka na górę. Weszli razem do sypialni rodziców. Chłopak kątem oka zauważył pięknie posłane i przyozdobione poduszkami duże dwuosobowe łóżko. Stanął i przyglądał się mu, a nastolatka szukała wygodnych spodni i koszulki taty dla Ross'a. Znalazła i obróciła się.
- Znala... A co ty się tak patrzysz na to łóżko? - chłopak zwrócił wzrok w stronę dziewczyny i zrobił 'brewki'. Ręce włożył do kieszeni i powoli, noga za nogą toczył się w stronę towarzyszki. Doszedł do Sam, złapał ją w talii, i zbliżył się do jej twarzy. Dziewczynie trudno było oprzeć się urokowi blondyna, jednak nadal pamiętała o zdrowym rozsądku. - Znalazłam ubranie, masz. - wywinęła się z uścisku chłopaka i zaprowadziła go do łazienki. Po chwili chłopak wyszedł w samych różowych bokserkach.
- A co mam zrobić z ubraniami? - wskazał na o dziwo idealnie złożone ubrania mokre od klejącego napoju.
- Daj. - przejęła od blondyna ubrania i szybko wyszła z pokoju i wrzuciła ubrania do pralki w w łazience na korytarzu na piętrze. Kilka chwil później Ross wyszedł ubrany i oboje zeszli na dół. Dalej oglądali inny film - komedię aż do 2.00 nad ranem.
- Może chodźcie już spać, jest trochę późno... - mruknęła Miley na wpół przytomna ziewając.
- To wy u mnie? Moje łóżko jest dość duże, żeby was oboje pomieścić. - powiedziała uśmiechając się.
- A my gdzie? - zapytał zdziwiony Ross.
- No łóżko Lil jest małe, pokój gościnny nie jest wywietrzony, więc zostaje nam albo kanapa tutaj w salonie... albo sypialnia rodziców. - ostatnie słowa dodała po cichu.
- Wybieram to drugie! - szybko krzyknął bez zastanowienia. Czwórka była dość zmęczona, więc bez sprzątania po jedzeniu od razu poszli spać.
Następny dzień, 4 lipca 2013
Rano Sam obudziła się pierwsza. Zdziwiła się trochę, bo gdy zasypiała, Ross leżał na swojej połowie, a rano było inaczej. Ross spał przytulony do niej obejmując nastolatkę ręką. Powoli wyślizgnęła się z objęć chłopaka i po cichu poszła do łazienki. Po umyciu nałożyła na twarz jak zawsze lekki makijaż. Ubrana w żółtą bokserkę, jeansy i niebieskie conversy zeszła na dół. Wzięła się za robienie dużego śniadania. Sięgnęła po chleb, ale było go dość mało, więc poszła do spiżarki po świeży chleb i bułki. Wróciła do kuchni, wyjęła masło, posmarowała sporą ilość pieczywa cieńką warstwą masła i wyjęła z lodówki ser, szynkę, ogórek, pomidor, dżem, mleko, śmietankę do kawy, płatki i zrobiła do jednego dzbanka kawę, a do drugiego herbatę. Wzięła też trochę ciastek. 'A jak ktoś nie lubi kanapek? Wiem, zrobię jajecznicę' - pomyślała. Gdy jajka były gotowe, Ross zdążył zejść.
- Heeeej, jak się spało? - zapytał podchodząc do szatynki, łapiąc nastolatkę w talii i mocno przytulając.
- R... Ross... ROSS! Puść, dusisz mnie! - powiedziała z trudem łapiąc oddech.
- Ojj, sorrki... O, zrobiłaś śniadanie?
- Tak, ale nie wiedziałam, co lubicie, więc zrobiłam wszystko, co mi wpadło ma myśl.
- Spokojnie, nie jesteśmy wybredni, jeśli chodzi o jedzenie. - uśmiechnął się, siadając do stołu i sięgając po kubek i dzban z kawą. Chwilę później na dół zeszła Miley i Riker. Chłopcy byli dość głodni, ponieważ zjedli większość dużego stosu kanapek. Wszyscy razem po śniadaniu ruszyli do salonu. Tam zastali wielki bałagan. Po puchowym dywanie, który w większości zajmował salon, było mnóstwo okruszków po chipsach, końcówki po pizzy, puste butelki po pepsi. Chłopakom to oczywiście nie przeszkadzało, usiedli przed telewizorem i oglądali telewizję.
- Matko święta... - zdziwiła się Miley.
- Gdzie? - zaśmiał się Riker.
- Wiecie co, ja pójdę na górę trochę ogarnąć, a wy sprzątnijcie tu. Chłopaki... ROSS! RIKER! Ruszcie się i sprzątnijcie! - nadal się nie ruszali. - Riker, w kuchni jest Miley! - chłopak zerwał się jak poparzony i pobiegł do kuchni.
- Ross! Rusz ten leniwy tyłek i odkurz!
- Ale mi zachęta... Ehh, no dobra, gdzie jest jakiś odkurzacz, czy coś?
- Na górze! - nastolatka wiedziała, że to zmobilizuje chłopaka, bo ona sama była na górze. Nie myliła się. Ross również szybko pobiegł do góry. Sam w tym czasie zbierała różne śmieci na piętrze domu. Blondyn skorzystał z okazji i zaczął łaskotać dziewczynę.
- Mam cię! Teraz mi nie uciekniesz! – krzyczał cały czas łaskocząc Sam. - Masz łaskotki?
- AAA! Ross! Przestań! Hahaha!!! – ledwo łapała oddech cały czas się śmiejąc. – Ross! Przestań! Błagam cię! Zrobię co tylko zechcesz! – rzuciła, nie myśląc co przed chwilą powiedziała.
- Co tylko zechcę? – zapytał zadowolony. – Okej. To gdzie jest ten odkurzacz?
- Na strychu obok starego białego fotela. – powiedziała, na co Ross czule i namiętnie pocałował nastolatkę i wyszedł z sypialni. Gdy wreszcie ogarnęła swój pokój, zeszła na dół do kuchni, Riker kończył zmywać. Wzięła worek ze śmieciami i wyszła z domu. Gdy wychodziła, wpadła na wysokiego szatyna.
Heeeeej :* Wiem, przepraszam, że dodaję tak późno, ale jakoś w ciągu dnia ogarnęło mnie ogrooomne lenistwo. Tak, wiem, jest meeega długi, ale jakoś się rozpisałam i nie mogłam przestać ;) Ale to może taka premia, przeprosiny za kilkugodzinne opóźnienie :D Więc jak zawsze proszę o DUŻO SZCZERYCH KOMENTARZY, KTÓRYCH ZA DUŻO NIE JEST, ale są i bardzo za nie dziękuję oczywiście ^.^ . Mam nadzieję, że się podoba ;) Następny rozdział jak zawsze w środę. Buźka :***
„Twe ciało rozpoznam nawet w najciemniejszym pomieszczeniu. Wystarczy, że poczuję miłość, która przyciąga nas jak magnez."
niedziela, 14 lipca 2013
środa, 10 lipca 2013
Rozdział 4.
Nastolatki siedziały na ławce i rozmawiały o wszystkim i o niczym, a młodsza siostra Sam bawiła się w piaskownicy.
- Saaaam? Daj socek! - podbiegła Lil do siostry przerywając zabawę. Dostała to, o co prosiła i wróciła do piaskownicy, a nastolatki kontynuowały rozmowę. Do domu wróciły około 13.00.
- Słuchajcie, może zjemy obiad u mnie? - zaproponowała Miley.
- Wiesz, jest taka sprawa...
- Mam się bać?
- Nie, co ty. Załatwiłam nam obiad... u Ross'a. Zaprosił nas.
- Dzisiaj?! - w głosie blondynki wyraźnie było czuć nutkę strachu.
- Tak, a co, masz jakieś plany?
- Nie, możemy pójść... a na którą?
- Na 17.00. - na tym rozmowa się skończyła. Dziewczyny doszły do domu i rozsiadły się wygodnie na kanapie i włączyły telewizję. Leciały reklamy, więc Sam zaczęła mówić.
- Lil, dzisiaj pojedziesz do cioci Penny, cieszysz się?
- Jej, ciocia Penny! - krzyknęła radośnie trzylatka.
- Idź do góry i zapakuj piżamę i ubrania na jutro. - zarządziła, na co dziewczynka pobiegła na górę, a Sam zadzwoniła do ciotki.
** rozmowa telefoniczna **
- Cześć, Sam, stało się coś?
- Hej ciociu. Wiesz, mam małą sprawę do ciebie...
- Słucham uważnie.
- Mogłabyś wziąć Lil na noc, ja z Miley wychodzimy i nie wiem, z kim ją zostawić.
- Jasne, a nie chciałaby zostać u nas na wsi na resztę wakacji? Akurat jest festyn, nie będzie się nudzić w domu.
- Na prawdę mogłabyś? Jej, dziękuję...
- Nie ma za co. To o której po nią przyjechać?
- Jakoś tak przed 16.00, pasuje ci?
- Tak, będę.
- Ja ci jutro przywiozę jej resztę rzeczy, bo muszę znaleźć jej walizkę, a nie mam za bardzo czasu na to, okej?
- Dobrze skarbie, to niedługo będę.
- Dzięki, to pa.
- Pa.
Rozłączyła się i opadła na kanapę.
- Emm, na którą mamy tam być?
- Na 17.00.
- Okej, chcę ci tylko przypomnieć, że jest 15.30, a twoja ciocia ma podobno być o 16.00, prawda?
- Co?! LIL, SPAKOWAŁAŚ SIĘ?
- TAK! POMOZES MI? - krzyczała z góry. Nastolatka pobiegła na górę i o mało co nie spadła ze schodów, gdy zobaczyła, co zrobiła jej siostra.
- Lil, przecież mówiłam ci, żebyś spakowała piżamę i ciuchy na jutro, a nie cały pokój! W co ty to wpakowałaś? Nie było już nic innego? Lily, jak nie wiesz, w co to wpakować, to mnie zawołaj, a nie pakuj tego do pokrowca na poduszki! - na to, co Sam powiedziała, Miley wybuchła śmiechem. - Chodź.
Nastolatka pozbierała wszystkie rzeczy o których mówiła i wpakowała je do plecaka. Gdy kończyła, zadzwonił dzwonek do drzwi. Miley otworzyła.
- Miley! Jak ja cię dawno słoneczko nie widziałam!
- Dzień dobry, może się pani czegoś napije?
- Nie, dziękuję, ja tylko na chwilę. Lily spakowana? - w tym samym momencie z góry zeszła Sam i Lily.
- O, cześć ciociu. Długo już czekasz?
- Nie, skarbie. Przed chwilą przyszłam.
- Ciocia Penny!!! - krzyknęła radośnie Lil biegnąc do cioci.
- Cześć księżniczko! - starsza kobieta podniosła Lily na ręce. Jak na swój wiek była w dobrej kondycji. - Gotowa?
- Gotowa!
- To super. To my już pójdziemy, wujek został sam w domu.
- Boisz się o niego? - zapytała Sam.
- Nie, o chałupę! On ma różne pomysły. No, to pa dziewczynki.
- Pa! - krzyknęły obie nastolatki na raz. Kobieta wyszła, a dziewczyny poszły się przebrać. Sam czekała uszykowana na Miley, która pobiegła do swojego domu. O 16.30 były już uszykowane, więc mogły spokojnie usiąść na kanapie i odprężyć się. Dokładnie o 17.00 Ross zadzwonił dzwonkiem, a Sam pobiegła na górę po telefon. Otworzyła Miley.
- O, hej Ross. SAM! CHODŹ JUŻ! Chcesz coś do picia?
- Nie, dzięki. Gotowe? Sądząc po twoim ubraniu, raczej tak. Ślicznie wyglądasz.
- Heh, dzięki, ty też. Krawat? - chłopak uśmiechnął się, a blondynka odwzajemniła gest. W tym samym momencie Sam zeszła ze schodów. Skierowała się w stronę drzwi gdzie stała Miley i Ross. Gdy podeszła, chłopak szybko złapał ją w talii i pocałował. Nie trwało to długo, mniej niż 5 sekund. Do posiadłości Lynch'ów jechali około 10 minut.
Trójka weszła do domu, a w hallu od razu przywitała ich wysoka blondynka ubrana na różowo.
- Cześć! Ty zapewne jesteś Sam. - podała rękę nosicielce ów imienia.
- A ty jesteś... Miley? Wybacz, nie mam pamięci do imion.
- Tak, spoko. Nie gniewam się.
- Ja jestem Rydel. Miło mi was poznać. - przedstawiła się. - Wejdźcie. - weszli do salonu - miejsca pocałunku Sam z Ross'em. Zupełnie inaczej tam wygląda za dnia, niż w nocy. W tym samym momencie do dziewczyn podbiegła trójka chłopaków.
- Cześć, jestem Riker. Najstarszy, najmądrzejszy, najzdolniejszy i najprzystojniejszy. - przedstawił się ukazując rząd białych zębów.
- ... i najskromniejszy. - dodała Rydel, na co wszyscy wybuchli śmiechem.
- Sam. - nastolatka odwzajemniła uśmiech powstrzymując się od śmiechu.
- Ja jestem Ellington, ale mów mi po prostu Ell, lub Ratliff. Nie jestem spokrewniony z tą bandą małpoludów.
- Sam.
- Ja jestem Rocky, niestety należę do tej rodziny goryli.
- Sam. - uśmiechnęła się. - A to jest moja przyjaciółka Miley. - oznajmiła wskazując na przyjaciółkę rozmawiającą z Rydel.
- Cześć Miley! - krzyknęli wszyscy chórem podając jej ręce. Wszyscy witali się z nią równo, tylko Riker trochę dłużej uśmiechając się od ucha do ucha. Wszyscy zasiedli do stołu. Po prawej stronie Sam siedział Ross trzymając ją za rękę, koło niego siedział Rocky, potem Rydel, obok niej siedziała Miley, a przy niej Riker. Dziewczyna miała wrażenie, że się bardzo polubili. 'Specjalnie koło niej usiadł? Wiedziałam, że któremuś się spodoba.' - pomyślała. Dwójka nie uczestniczyła w rozmowie, tylko rozmawiali między sobą. Riker coś powiedział, a ona się z tego śmiała. Cały czas patrzyli sobie w oczy.
- Jakie to urocze. - niechcący powiedziała to na głos.
- Co jest urocze? - zapytał ciekawy Ross.
- Popatrz na Miley i Riker'a. Tak świetnie się dogadują. – powiedziała. – Cieszę się, że się aż tak polubili.
- To ty nic nie wiesz? Oni... - w ostatnim momencie przypomniał sobie, czego miał nie mówić. - ... bardzo się lubią... - próbował wybrnąć z sytuacji. - Poza tym to my się tak nie lubimy? Zazdrościsz im?
- Czemu mam im zazdrościć? Przecież my się też dobrze dogadujemy, czy się mylę? – zapytała. – Nie trzymałbyś mnie za rękę, gdybyśmy byli skłóceni. Nie sądzisz? – powiedziała spokojnie.
- Nie chodzi o to, tylko tak na nich patrzyłaś... Z zazdrością... – mruknął smutny, na co Sam opowiedziała mu całusem w policzek.
- Nie jestem zazdrosna. - znów popatrzała w stronę rozbawionej przyjaciółki. Nie było jej. Riker'a też nie.
- Gdzie jest Riker i Miley? – zapytała szatynka. Nikt więcej nie zauważył ich nieobecności prócz Sam i Ross'a.
- Chyba wiem, gdzie oni są.
- A gdzie wy się wybieracie? - zapytał Ratliff.
- Pilnuj własnego tyłka Ell. – zawołał Ross. Weszli na górę. Stanęli przed niebieskimi drzwiami.
- To pokój Riker'a. Pewnie są tu. – pomyślał głośno.
- Pewnie tak. – opowiedziała. Weszliśmy do pokoju. Widok ich nie mylił.
- Mmmggghhhgggmmm – odchrząknął Ross – Moglibyście się nie lizać przy nas?! – na to co powiedział, od razu się od siebie odsunęli.
- To nie tak, jak myślicie – skłamał Riker.
- Tak, wszyscy doskonale znają tą bajeczkę. Miley wpadło coś do oka, a ty próbowałeś to wyciągnąć. Nam nie przeszkadza, bądźcie sobie razem, ale żebyście się na każdym kroku nie lizali... To obrzydliwe jak się na to patrzy. Jak się z kimś całujesz, to co innego jak patrzy się na całującego się mojego brata z przyjaciółką mojej dziew... przyjaciółki.
- Przyjaciółki? Myślałam, że wy jesteście razem... – zapytała zmieszana Miley.
- Oficjalnie to nie – powiedział Ross.
- A kiedy będziecie razem oficjalnie?
- Na wszystko czas.
- Miley, pierwsze spotkanie i już od razu jesteście razem?
- Wieeeesz, bo nie wszystko ci powiedziałam. Z Riker'em znamy się 3 miesiące.
- Co?! - zdziwiła się Sam. - Aaa, to z nim ciągle gdzieś znikałaś. Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?
- Nie chciałam ci mówić, bo dopiero co zerwałaś z Lucas'em.
- Miley, daj spokój. Dobra, chodź Ross, chcę z tobą pogadać na osobności. - chłopak uśmiechnął się i poszedł za Sam do pokoju z żółtymi drzwiami - pokoju Ross'a.
- O czym chciałaś porozmawiać? - spytał ciekawy. - Coś się stało?
- Po pierwsze. Przeszkadza ci to, że twój brat i moja przyjaciółka są razem szczęśliwi? – zapytała spokojnie.
- Nie to, że mi przeszkadza, tylko, że to dziwne, bo Riker od dłuższego czasu nie mógł sobie znaleźć dziewczyny. Jedna chodziła z nim tylko dla kasy, druga chciała tylko, żeby ją przeleciał. Mówił, że przyciąga panny z innego świata. Ale Miley taka nie jest, prawda? – zapytał chłopak.
- Nie, jeśli Miley z kimś chodzi, to chłopaka nie lekceważy i nie wykorzystuje. Ona związek traktuje poważnie. Nie jest typem pustej lalki.
- To dobrze. Jeśli by się spotkał znowu z taką dziewczyną to by popadł w depresję, a nawet by mógł popełnić samobójstwo.
- Nie zawiedzie się. Okej. Koniec tematu. Po drugie. Od kiedy jesteśmy razem?
- Nie jesteśmy razem?! Jesteśmy razem nieoficjalnie. – zaprzeczył.
- Faktycznie. To jest różnica. No więc od kiedy jesteśmy razem nieoficjalnie? – ponownie zapytała.
- Oto powody. No bo wczoraj się całowaliśmy, potem podczas filmu wtuliłaś się we mnie jak do poduszki, rano dałaś się pocałować, jak po was przyjechałem to też się nie krępowałaś przed Miley. Myślałem, że nie muszę nawet pytać...
- I miałeś rację. A po trzecie... – na tą wypowiedź podeszła do blondyna, objęła go za szyję, i pocałowała.
Heeeej !!! Tak wiem, baaaaaardzo długi. Przysięgam, starałam się nie rozpisywać, skracałam wszystko co się da, ale chciałam wyjaśnić tą sprawę z Ross'em i Miley (skąd się znają), ponieważ obiecałam to Basi Kopytowskiej, a obietnicy zawsze dotrzymuję. Tak więc mam nadzieję, że się podoba i proszę o dużo szczerych komentarzy pod rozdziały. One są dla mnie bardzo ważne, ponieważ one motywują mnie do dalszego pisania. Dzięki :D
~Pattie
- Saaaam? Daj socek! - podbiegła Lil do siostry przerywając zabawę. Dostała to, o co prosiła i wróciła do piaskownicy, a nastolatki kontynuowały rozmowę. Do domu wróciły około 13.00.
- Słuchajcie, może zjemy obiad u mnie? - zaproponowała Miley.
- Wiesz, jest taka sprawa...
- Mam się bać?
- Nie, co ty. Załatwiłam nam obiad... u Ross'a. Zaprosił nas.
- Dzisiaj?! - w głosie blondynki wyraźnie było czuć nutkę strachu.
- Tak, a co, masz jakieś plany?
- Nie, możemy pójść... a na którą?
- Na 17.00. - na tym rozmowa się skończyła. Dziewczyny doszły do domu i rozsiadły się wygodnie na kanapie i włączyły telewizję. Leciały reklamy, więc Sam zaczęła mówić.
- Lil, dzisiaj pojedziesz do cioci Penny, cieszysz się?
- Jej, ciocia Penny! - krzyknęła radośnie trzylatka.
- Idź do góry i zapakuj piżamę i ubrania na jutro. - zarządziła, na co dziewczynka pobiegła na górę, a Sam zadzwoniła do ciotki.
** rozmowa telefoniczna **
- Cześć, Sam, stało się coś?
- Hej ciociu. Wiesz, mam małą sprawę do ciebie...
- Słucham uważnie.
- Mogłabyś wziąć Lil na noc, ja z Miley wychodzimy i nie wiem, z kim ją zostawić.
- Jasne, a nie chciałaby zostać u nas na wsi na resztę wakacji? Akurat jest festyn, nie będzie się nudzić w domu.
- Na prawdę mogłabyś? Jej, dziękuję...
- Nie ma za co. To o której po nią przyjechać?
- Jakoś tak przed 16.00, pasuje ci?
- Tak, będę.
- Ja ci jutro przywiozę jej resztę rzeczy, bo muszę znaleźć jej walizkę, a nie mam za bardzo czasu na to, okej?
- Dobrze skarbie, to niedługo będę.
- Dzięki, to pa.
- Pa.
Rozłączyła się i opadła na kanapę.
- Emm, na którą mamy tam być?
- Na 17.00.
- Okej, chcę ci tylko przypomnieć, że jest 15.30, a twoja ciocia ma podobno być o 16.00, prawda?
- Co?! LIL, SPAKOWAŁAŚ SIĘ?
- TAK! POMOZES MI? - krzyczała z góry. Nastolatka pobiegła na górę i o mało co nie spadła ze schodów, gdy zobaczyła, co zrobiła jej siostra.
- Lil, przecież mówiłam ci, żebyś spakowała piżamę i ciuchy na jutro, a nie cały pokój! W co ty to wpakowałaś? Nie było już nic innego? Lily, jak nie wiesz, w co to wpakować, to mnie zawołaj, a nie pakuj tego do pokrowca na poduszki! - na to, co Sam powiedziała, Miley wybuchła śmiechem. - Chodź.
Nastolatka pozbierała wszystkie rzeczy o których mówiła i wpakowała je do plecaka. Gdy kończyła, zadzwonił dzwonek do drzwi. Miley otworzyła.
- Miley! Jak ja cię dawno słoneczko nie widziałam!
- Dzień dobry, może się pani czegoś napije?
- Nie, dziękuję, ja tylko na chwilę. Lily spakowana? - w tym samym momencie z góry zeszła Sam i Lily.
- O, cześć ciociu. Długo już czekasz?
- Nie, skarbie. Przed chwilą przyszłam.
- Ciocia Penny!!! - krzyknęła radośnie Lil biegnąc do cioci.
- Cześć księżniczko! - starsza kobieta podniosła Lily na ręce. Jak na swój wiek była w dobrej kondycji. - Gotowa?
- Gotowa!
- To super. To my już pójdziemy, wujek został sam w domu.
- Boisz się o niego? - zapytała Sam.
- Nie, o chałupę! On ma różne pomysły. No, to pa dziewczynki.
- Pa! - krzyknęły obie nastolatki na raz. Kobieta wyszła, a dziewczyny poszły się przebrać. Sam czekała uszykowana na Miley, która pobiegła do swojego domu. O 16.30 były już uszykowane, więc mogły spokojnie usiąść na kanapie i odprężyć się. Dokładnie o 17.00 Ross zadzwonił dzwonkiem, a Sam pobiegła na górę po telefon. Otworzyła Miley.
- O, hej Ross. SAM! CHODŹ JUŻ! Chcesz coś do picia?
- Nie, dzięki. Gotowe? Sądząc po twoim ubraniu, raczej tak. Ślicznie wyglądasz.
- Heh, dzięki, ty też. Krawat? - chłopak uśmiechnął się, a blondynka odwzajemniła gest. W tym samym momencie Sam zeszła ze schodów. Skierowała się w stronę drzwi gdzie stała Miley i Ross. Gdy podeszła, chłopak szybko złapał ją w talii i pocałował. Nie trwało to długo, mniej niż 5 sekund. Do posiadłości Lynch'ów jechali około 10 minut.
Trójka weszła do domu, a w hallu od razu przywitała ich wysoka blondynka ubrana na różowo.
- Cześć! Ty zapewne jesteś Sam. - podała rękę nosicielce ów imienia.
- A ty jesteś... Miley? Wybacz, nie mam pamięci do imion.
- Tak, spoko. Nie gniewam się.
- Ja jestem Rydel. Miło mi was poznać. - przedstawiła się. - Wejdźcie. - weszli do salonu - miejsca pocałunku Sam z Ross'em. Zupełnie inaczej tam wygląda za dnia, niż w nocy. W tym samym momencie do dziewczyn podbiegła trójka chłopaków.
- Cześć, jestem Riker. Najstarszy, najmądrzejszy, najzdolniejszy i najprzystojniejszy. - przedstawił się ukazując rząd białych zębów.
- ... i najskromniejszy. - dodała Rydel, na co wszyscy wybuchli śmiechem.
- Sam. - nastolatka odwzajemniła uśmiech powstrzymując się od śmiechu.
- Ja jestem Ellington, ale mów mi po prostu Ell, lub Ratliff. Nie jestem spokrewniony z tą bandą małpoludów.
- Sam.
- Ja jestem Rocky, niestety należę do tej rodziny goryli.
- Sam. - uśmiechnęła się. - A to jest moja przyjaciółka Miley. - oznajmiła wskazując na przyjaciółkę rozmawiającą z Rydel.
- Cześć Miley! - krzyknęli wszyscy chórem podając jej ręce. Wszyscy witali się z nią równo, tylko Riker trochę dłużej uśmiechając się od ucha do ucha. Wszyscy zasiedli do stołu. Po prawej stronie Sam siedział Ross trzymając ją za rękę, koło niego siedział Rocky, potem Rydel, obok niej siedziała Miley, a przy niej Riker. Dziewczyna miała wrażenie, że się bardzo polubili. 'Specjalnie koło niej usiadł? Wiedziałam, że któremuś się spodoba.' - pomyślała. Dwójka nie uczestniczyła w rozmowie, tylko rozmawiali między sobą. Riker coś powiedział, a ona się z tego śmiała. Cały czas patrzyli sobie w oczy.
- Jakie to urocze. - niechcący powiedziała to na głos.
- Co jest urocze? - zapytał ciekawy Ross.
- Popatrz na Miley i Riker'a. Tak świetnie się dogadują. – powiedziała. – Cieszę się, że się aż tak polubili.
- To ty nic nie wiesz? Oni... - w ostatnim momencie przypomniał sobie, czego miał nie mówić. - ... bardzo się lubią... - próbował wybrnąć z sytuacji. - Poza tym to my się tak nie lubimy? Zazdrościsz im?
- Czemu mam im zazdrościć? Przecież my się też dobrze dogadujemy, czy się mylę? – zapytała. – Nie trzymałbyś mnie za rękę, gdybyśmy byli skłóceni. Nie sądzisz? – powiedziała spokojnie.
- Nie chodzi o to, tylko tak na nich patrzyłaś... Z zazdrością... – mruknął smutny, na co Sam opowiedziała mu całusem w policzek.
- Nie jestem zazdrosna. - znów popatrzała w stronę rozbawionej przyjaciółki. Nie było jej. Riker'a też nie.
- Gdzie jest Riker i Miley? – zapytała szatynka. Nikt więcej nie zauważył ich nieobecności prócz Sam i Ross'a.
- Chyba wiem, gdzie oni są.
- A gdzie wy się wybieracie? - zapytał Ratliff.
- Pilnuj własnego tyłka Ell. – zawołał Ross. Weszli na górę. Stanęli przed niebieskimi drzwiami.
- To pokój Riker'a. Pewnie są tu. – pomyślał głośno.
- Pewnie tak. – opowiedziała. Weszliśmy do pokoju. Widok ich nie mylił.
- Mmmggghhhgggmmm – odchrząknął Ross – Moglibyście się nie lizać przy nas?! – na to co powiedział, od razu się od siebie odsunęli.
- To nie tak, jak myślicie – skłamał Riker.
- Tak, wszyscy doskonale znają tą bajeczkę. Miley wpadło coś do oka, a ty próbowałeś to wyciągnąć. Nam nie przeszkadza, bądźcie sobie razem, ale żebyście się na każdym kroku nie lizali... To obrzydliwe jak się na to patrzy. Jak się z kimś całujesz, to co innego jak patrzy się na całującego się mojego brata z przyjaciółką mojej dziew... przyjaciółki.
- Przyjaciółki? Myślałam, że wy jesteście razem... – zapytała zmieszana Miley.
- Oficjalnie to nie – powiedział Ross.
- A kiedy będziecie razem oficjalnie?
- Na wszystko czas.
- Miley, pierwsze spotkanie i już od razu jesteście razem?
- Wieeeesz, bo nie wszystko ci powiedziałam. Z Riker'em znamy się 3 miesiące.
- Co?! - zdziwiła się Sam. - Aaa, to z nim ciągle gdzieś znikałaś. Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?
- Nie chciałam ci mówić, bo dopiero co zerwałaś z Lucas'em.
- Miley, daj spokój. Dobra, chodź Ross, chcę z tobą pogadać na osobności. - chłopak uśmiechnął się i poszedł za Sam do pokoju z żółtymi drzwiami - pokoju Ross'a.
- O czym chciałaś porozmawiać? - spytał ciekawy. - Coś się stało?
- Po pierwsze. Przeszkadza ci to, że twój brat i moja przyjaciółka są razem szczęśliwi? – zapytała spokojnie.
- Nie to, że mi przeszkadza, tylko, że to dziwne, bo Riker od dłuższego czasu nie mógł sobie znaleźć dziewczyny. Jedna chodziła z nim tylko dla kasy, druga chciała tylko, żeby ją przeleciał. Mówił, że przyciąga panny z innego świata. Ale Miley taka nie jest, prawda? – zapytał chłopak.
- Nie, jeśli Miley z kimś chodzi, to chłopaka nie lekceważy i nie wykorzystuje. Ona związek traktuje poważnie. Nie jest typem pustej lalki.
- To dobrze. Jeśli by się spotkał znowu z taką dziewczyną to by popadł w depresję, a nawet by mógł popełnić samobójstwo.
- Nie zawiedzie się. Okej. Koniec tematu. Po drugie. Od kiedy jesteśmy razem?
- Nie jesteśmy razem?! Jesteśmy razem nieoficjalnie. – zaprzeczył.
- Faktycznie. To jest różnica. No więc od kiedy jesteśmy razem nieoficjalnie? – ponownie zapytała.
- Oto powody. No bo wczoraj się całowaliśmy, potem podczas filmu wtuliłaś się we mnie jak do poduszki, rano dałaś się pocałować, jak po was przyjechałem to też się nie krępowałaś przed Miley. Myślałem, że nie muszę nawet pytać...
- I miałeś rację. A po trzecie... – na tą wypowiedź podeszła do blondyna, objęła go za szyję, i pocałowała.
Heeeej !!! Tak wiem, baaaaaardzo długi. Przysięgam, starałam się nie rozpisywać, skracałam wszystko co się da, ale chciałam wyjaśnić tą sprawę z Ross'em i Miley (skąd się znają), ponieważ obiecałam to Basi Kopytowskiej, a obietnicy zawsze dotrzymuję. Tak więc mam nadzieję, że się podoba i proszę o dużo szczerych komentarzy pod rozdziały. One są dla mnie bardzo ważne, ponieważ one motywują mnie do dalszego pisania. Dzięki :D
~Pattie
niedziela, 7 lipca 2013
Rozdział 3.
Sam nie spodziewała się, że Ross aż tak się postara, co to tego wieczoru. Przewidywała, że zabierze ją po prostu na pizzę i będzie po herbacie. Ale nie, wybrał ciche i spokojne miejsce: dokoła drzewa, a na środku - spory koc, na nim duży koszyk z wikliny, a obok niego oparta była butelka czerwonego wina Chapoutier i dwa kieliszki.
- Tu... Tu jest pięknie... I to wszystko z mojego powodu? - do oczu nastolatki zaczęły napływać łzy.
- Chodź, nie będziemy tutaj przecież stać. - zasiedli wygodnie na kocu. Ross wyciągnął z koszyka dwie srebrne tace przykryte półokrągłą pokrywą. Odkrył tacę, a tam - Ravioli. Nalał wina do dwóch kieliszków i jeden wręczył nastolatce.
- Ross, ja nie... ale mniejsza o to, ty prowadzisz. - upomniała Ross'a.
- Tak wiem, więc nie będę pić dużo. Wtedy nic się nie stanie. - zapewnił blondyn. Kilka minut później, gdy dwójka kończyła ów posiłek, rozmowę zaczął Ross. - I co, podoba ci się?
- Wiesz, nikt jeszcze nie zrobił dla mnie czegoś takiego.
- Fajnie. To znaczy... fajnie, że ci się podoba. Przynajmniej wymyśliłem coś oryginalnego.
- Nie wysilaj się tak już, rozumiem. Jesteś uroczy. - zaśmiała się.
- A ty śliczna. - uśmiechnął się ukazując rząd białych ząbków, a nastolatka zarumieniła się. Gdy upiła łyk wina, coś spadło jej na ramię. Po chwili pojawiło się tego więcej.
- Zaczyna padać. - mówił, zbierając rzeczy do koszyka. - Chodź, jeśli chcesz zostać sucha.
- Masz rację, chodź. - razem wszystko zebrali.
- Idź do samochodu, ja zaraz do ciebie przyjdę. - powiedział chłopak, na co Sam posłusznie udała do pojazdu.
** rozmowa telefoniczna **
- Nie robicie nic? - zaczął ze zniecierpliwieniem Ross.
- Nie, a co, potrzebna ci chata? - rzucił Riker, którego ton głosu nieco zdenerwował młodszego.
- Wyobraź sobie, że tak. Więc ruszcie swoje leniwe tyłki z kanapy i idźcie do kina czy gdzieś. I macie mi nie przeszkadzać, JASNE?!
- Dobra, dobra. Już idziemy. Będziemy koło południa.
- No ja mam nadzieję.
- Chłopaki, nasz mały Rossy znalazł sobie pannę! - mówił do towarzystwa Riker, na co wszyscy wyli, śmiali się i pogwizdywali.
- Pożałujecie tego. Kończę, nara.
- Nara.
Skończył tą nieprzyjemną rozmowę i wrócił do samochodu. Gdy zatrzasnął za sobą drzwi, od razu rozpętała się burza. Jechali w ciszy, a Sam wsłuchiwała się w jedyny dźwięk, który słyszała - jeżdżące wycieraczki po szybie. Samochód wjechał na podjazd dużej willi. Ross uspokoił się, gdy zobaczył, że wszędzie światła są pogaszone, więc wszyscy poszli. Chłopak wyprowadził szatynkę z samochodu i weszli do domu.
- To twój dom?
- Tak, ale nie tylko mój. Niestety mieszka tu jeszcze moje rodzeństwo.
- Jej... Ogromny.
- No, jest gdzie się schować przed nimi. Oni ciągle coś ode mnie chcą.
Dwójka weszła do dużego salonu, a chłopak przeszukał wszystkie pomieszczenia na dolnym piętrze domu w poszukiwaniu kogoś z rodzeństwa, chociaż wiedział, że nikogo nie ma, aczkolwiek wolał się upewnić. W tym czasie Sam oglądała zdjęcia na kominku, na których widniały zawsze uśmiechnięte te same osoby. Piątka chłopaków, w tym Ross i jego siostra.
- Gdzie jest twoje rodzeństwo?
- Nie chciałem, żeby nam przeszkadzali. Jak ich znam, pewnie byłyby jakieś głupie docinki z ich strony, więc chciałem tego uniknąć. - mówił ciepłym głosem, na co dziewczyna poczuła, że naprawdę robi wszystko, żeby było idealnie. Chciała mu się za to jakoś odwdzięczyć, więc podeszła do niego, pocałowała w policzek i przytuliła. Spodobał jej się zapach Ross'a. Wciągnęła trochę mocniej powietrze, by rozkoszować się zapachem.
- To Paco Rabanne 1 Million. Jest na specjalne okazje. A ta była szczególne specjalna, więc nie żałowałem. - na to, co usłyszała, oczy zaszkliły się i wypłynęła łza. Chłopak to poczuł, więc otarł łzy dziewczyny, uniósł jej podbródek i zbliżył się lekko do jej twarzy. Teraz dzieliły ich tylko milimetry, czuli własny oddech i przyspieszone tempo serc, gdy ich usta zetknęły się w pocałunku. Skończyli, a chłopak ponownie przytulił Sam, ale tym razem mocniej, niż wcześniej. Ross przerwał krótką ciszę.
- Wiesz co, ja skoczę na chwilę załatwić jakiś popcorn, a ty tu posiedź. Wybierz jakiś film z tamtej gabloty. Tam są horrory, akcji, katastroficzne i inne takie. - wskazał na dużą szafkę z ogromem płyt DVD. W zasadzie byłoby zbrodnią nazwać to szafką, to raczej jest szafa. Zdecydowanie szafa.
- Wow, trochę tego jest. - rzuciła zdziwiona.
- A jak chcesz komedie, jakieś takie romansidła, typu melodramaty, to tam. - wskazał na tej samej wielkości drugą szafę. - To są akurat płyty mojej siostry. Wybierz jakiś, który ci się spodoba. - oznajmił i poszedł do kuchni. Nastolatka zaczęła przeszukiwać obie szafy.
Sam trzymała się swojego zajęcia, a blondyn kombinował, gdzie Rocky chowa popcorn. Znalazł go w nietypowym miejscu - paczki były upchane na samym końcu półki z... garnkami. Nie dziwił się pomysłowości starszego brata, znając jego spryt w chowaniu jedzenia. Wyciągnął jedną paczkę, rozpakował i włożył do mikrofalówki. Skończywszy przygotowywać przekąskę, której ziarenka 'spokojnie wybuchały' w mini piekarniku, podszedł do lodówki i ujrzał kartkę z pismem Riker'a.
„Powodzenia, Ross. Mam nadzieję, że ta panna będzie zadowolona i że nie jesteś taki głupi i wiesz o co mi chodzi haha :D. Trzymamy kciuki, więc nie spieprz tego braciszku. Zjemy obiad na mieście, więc sam musisz sobie coś wykombinować.”
- Czy oni zawsze muszą mnie tak irytować... - pomyślał. Zerwał kartkę, zgniótł w kulkę i włożył do kieszeni, po czym wyciągnął paczkę z mikrofalówki, przełożył zawartość do srebrnej miski i wrócił do Sam, która siedziała na kanapie z płytą w ręku.
- Wybrałaś?
- Tak, może być? - pokazała chłopakowi. Przeanalizował szybko streszczenie filmu, po czym zgodził się i poprosił, czy mogłaby włożyć płytę do odtwarzacza, a on w tym czasie skorzystał z okazji, kiedy Sam zajmuje się jedną rzeczą i wrzucił świstek od Riker'a do ognia w kominku. Dwójka rozsiadła się wygodnie na kanapie, gdy rozpoczął się seans. W połowie filmu Sam zasnęła, ponieważ była dość późna pora. Chłopak zaniósł ją do swojego pokoju, po czym położył ją na łóżku, a sam ułożył się wygodnie w dużym, miękkim fotelu. Oboje zasnęli.
Następny dzień, 3 lipca 2013
Noc minęła szybko i bezproblemowo. Gdy Sam obudziła się, nie wiedziała, gdzie jest, ponieważ nigdy nie była w takim pokoju. Szybko uspokoiła się jednak, kiedy zobaczyła zdjęcie na biurku. Było takie samo, jak na dole. Szóstka śmiejących się postaci. Zeszła z łóżka w celu znalezienia telefonu, lecz po chwili przypomniała sobie, że został na dole. Po cichu zeszła na dół do salonu, podniosła komórkę z kanapy i poszła do kuchni za zapachem jajecznicy, którą przygotowywał jej wczorajszy towarzysz. Odwrócił się.
- O, hej, głodna? - zapytał, po czym podszedł do dziewczyny i pocałował. Nastolatka nie za bardzo wiedziała, o co chodzi, ale nie postanowiła nic mówić, tylko usiadła przy stole. Nałożywszy gorący posiłek chłopak odwrócił się i postawił dwa talerze na stole. Widok klatki chłopaka zrobił na niej niemałe wrażenie. Idealnie opalone i umięśnione ciało. - To... jak tam noc? W sensie, jak się spało?
- Dobrze. A tobie?
- Świetnie. Skoro dobrze, to chyba musimy częściej tu być i wyrzucać moje rodzeństwo.
- Dzięki, było pyszne.
- Ma się ten talent. - uśmiechnął się.
- ... i skromność. - dodała Sam, na co oboje zaśmiali się pod nosem. - Wybacz, ale muszę dowiedzieć się, czy mój dom jeszcze stoi.
** rozmowa telefoniczna **
- Hej, jak tam? - zaczęła rozmowę z Miley.
- Dobrze, a u ciebie?
- Bosko. A co z Lil? Wszystko w porządku?
- Tak, jeszcze śpi. Wracasz?
- Tak, niedługo będę.
- A gdzie nocowałaś?
- U Ross'a.
- Aha, no to nie przeszkadzam.
- Przestań! Aż takich rzeczy to my tu nie robiliśmy...
- Aż? No, robi się ciekawie... Opowiadaj!
- Tu? Teraz? No chyba nie. Opowiem ci kiedy indziej. To my niedługo przyjedziemy. Paaaa...
- Paaaa...
Po skończonej rozmowie Sam wróciła się do kończącego śniadanie Ross'a.
- Mógłbyś odwieźć mnie do domu?
- Jasne. A mogę przyjechać po ciebie jutro o 17.00?
- Eee... Okej. Gdzie tym razem?
- Poznasz z Miley moje rodzeństwo. Jeśli chcecie oczywiście...
- Będzie fajnie. To idziemy?
- Jasne. – odpowiedział.
- A nie zapomniałeś o czymś? - wskazała na nagi tors chłopaka.
- Wstydzisz się mnie? Jestem aż taki brzydki? Myślałem, że ci się podobam... - uśmiechnął się diabelsko, zrobił tzw. 'brewki' i wskazał na swoją klatkę.
- Ale ja tego nie powiedziałam... - nie dokończyła.
- Czyli jednak ci się podobam! - dodał zwycięsko Ross.
- O tym też nie wspomniałam. Chodzi o to, że raczej nie codziennie widzi się na ulicy pół-nagiego chłopaka...
- Bo ja jestem nie codzienny.
- Ehh... Chodź już lepiej. - Dwójka wyszła z domu, wsiadła do samochodu i odjechała. Jechali spokojnie jakieś 15 minut. Chłopak wjechał na podjazd.
- To do zobaczenia jutro. - uśmiechnął się i pocałował Sam w policzek.
- Pa. - mruknęła i wysiadła z samochodu, a blondyn szczęśliwy odjechał. W drzwiach od razu Sam przywitała Lily.
- Gdzie byłaś? - zapytała zaciekawiona.
- Eee... załatwiałam różne sprawy. - skłamała. - Jak się spało?
- Doooobze. - rzuciła biegnąc do salonu. - Idziemy na plac zabaw?
- Jasne, tylko się przebiorę. Zaczekacie?
- Zacekaaaamy. - zapewniła Lil wgapiając się w ekran telewizora. Nastolatka poszła na górę się przebrać. Trwało to niecałe 10 minut. Doszły do placu zabaw, Lil od razu pobiegła do piaskownicy, a dziewczyny usiadły na ławce.
- No, opowiadaj. - zaczęła Miley. Sam zaczęła opowiadać. Skończyła, a Miley szyderczo się uśmiechała.
- A tobie co się stało?
- Dziewczyno... pocałował cię: związek gwarantowany.
Dom R5
Gdy blondyn wrócił do domu, rodzeństwo już dawno tam było.
I jak tam braciszku? Była zadowolona?– zapytał Riker uśmiechając się.
- Mógłbyś się trochę opanować? Do niczego nie doszło.
- Wiesz, zaprosiłeś fajną laskę do domu i kazałeś nam sobie iść... twoje zamiary były oczywiste... – wytłumaczył Rocky.
- Wcale nie miałem takiego zamiaru. Może wy na moim miejscu byście skorzystali z okazji, ale ja umiem się opanować. Sam nie jest laską na jedną noc. Wy chyba byście chcieli zapraszać do domu tylko te, co pod lampą stoją.
- No chyba mówisz o sobie! – wołał Ell.
- Jeśli chodzi o mnie to ja nie lubię takich lasek, co tonę kosmetyków na siebie nakładają i się ich brzydzę.
- To jak ty wytrzymałeś z tą panną? – zdziwił się Rocky.
- To jest normalna dziewczyna! Nie jest z pod żadnej lampy! Z resztą to ona jutro o 17.00 przyjdzie z przyjaciółką. Więc macie się zachowywać jak normalni ludzie, JASNE?!
- Okej, okej. No a jak ma na imię przyjaciółka tej twojej dziewczyny?
- Miley, i to nie jest moja dziewczyna! – zaprzeczył.
- Dobra, dobra, tylko się tak nie gorączkuj braciszku... - chłopak bez słowa ruszył do kuchni, wziął paczkę chipsów i udał się w stronę schodów.
- A dokąd idziesz z tymi chipsami? - krzyknął Rocky, po czym wstał i wyciągnął garść zawartości. - Już możesz iść.
- Nie czekajcie na mnie z kolacją. – oznajmił. – Będę u siebie.
- To idź już, nie słyszę telewizora! – krzyczał Ratliff.
- Ell, trochę kultury. – mówiła Rydel – Cofniesz sobie przecież. Pa Ross. Jak by coś, jesteśmy tutaj.
- Jasne. Chociaż ty jesteś miła z tej bandy prosiaków. Tylko chipsy, popcorn i telewizor. To pa. – powiedział blondyn, na co Rydel się ciepło uśmiechnęła, a reszta krzyknęła:
- EEEEEEEEJJJJJJJJJJJJ!!!!!!!! – nie zwrócił na to uwagi i poszedł do swojego pokoju. Przez resztę dnia nastolatek siedział na górze i nie mógł znaleźć sobie miejsca. Pomyślał, że może spotkałby się z Calum'em. Złapał za komórkę i wykręcił numer kumpla.
** rozmowa telefoniczna **
- Co tam, Ross?
- Hej, robisz coś?
- No, rozmawiam z tobą.
- Ha ha, bardzo śmieszne. A coś poza tym?
- Poza tym? Raczej nic.
- To może się spotkamy?
- Okej, jak chcesz, to wbijaj.
- Dobra, to nara.
Pożegnał się, złapał za deskorolkę i zbiegł na dół.
- Wychodzę. - rzucił bez entuzjazmu do rodzeństwa i ruszył do domu Calum'a. Około 10 minut później jeździli po parku bez celu. Nie mieli za bardzo tematów do poruszenia, bo dobrze się znali, ale zawsze razem się wygłupiali. Rozeszli się do swoich domów około godziny 21.00. Blondyn zastał domowników tak samo, jak wtedy, kiedy wychodził. Bez słowa poszedł na górę, włożył słuchawki na uszy i słuchał swojej ulubionej playlisty, aż zasnął.
Heeej :* I jak trzeci rozdział? Mam nadzieję, że fajny. Jak zawsze proszę o szczere komentarze :D. A teraz coś innego: Wiecie już, że 20 lipca 2013 na Disney Channel wypuszczą nowy odcinek Austin'a&Ally? Cieszę się na maksa i nie mogę się już doczekać :D.
A tutaj piosenka, która zainspirowała mnie do tytułu bloga <3
- Tu... Tu jest pięknie... I to wszystko z mojego powodu? - do oczu nastolatki zaczęły napływać łzy.
- Chodź, nie będziemy tutaj przecież stać. - zasiedli wygodnie na kocu. Ross wyciągnął z koszyka dwie srebrne tace przykryte półokrągłą pokrywą. Odkrył tacę, a tam - Ravioli. Nalał wina do dwóch kieliszków i jeden wręczył nastolatce.
- Ross, ja nie... ale mniejsza o to, ty prowadzisz. - upomniała Ross'a.
- Tak wiem, więc nie będę pić dużo. Wtedy nic się nie stanie. - zapewnił blondyn. Kilka minut później, gdy dwójka kończyła ów posiłek, rozmowę zaczął Ross. - I co, podoba ci się?
- Wiesz, nikt jeszcze nie zrobił dla mnie czegoś takiego.
- Fajnie. To znaczy... fajnie, że ci się podoba. Przynajmniej wymyśliłem coś oryginalnego.
- Nie wysilaj się tak już, rozumiem. Jesteś uroczy. - zaśmiała się.
- A ty śliczna. - uśmiechnął się ukazując rząd białych ząbków, a nastolatka zarumieniła się. Gdy upiła łyk wina, coś spadło jej na ramię. Po chwili pojawiło się tego więcej.
- Zaczyna padać. - mówił, zbierając rzeczy do koszyka. - Chodź, jeśli chcesz zostać sucha.
- Masz rację, chodź. - razem wszystko zebrali.
- Idź do samochodu, ja zaraz do ciebie przyjdę. - powiedział chłopak, na co Sam posłusznie udała do pojazdu.
** rozmowa telefoniczna **
- Nie robicie nic? - zaczął ze zniecierpliwieniem Ross.
- Nie, a co, potrzebna ci chata? - rzucił Riker, którego ton głosu nieco zdenerwował młodszego.
- Wyobraź sobie, że tak. Więc ruszcie swoje leniwe tyłki z kanapy i idźcie do kina czy gdzieś. I macie mi nie przeszkadzać, JASNE?!
- Dobra, dobra. Już idziemy. Będziemy koło południa.
- No ja mam nadzieję.
- Chłopaki, nasz mały Rossy znalazł sobie pannę! - mówił do towarzystwa Riker, na co wszyscy wyli, śmiali się i pogwizdywali.
- Pożałujecie tego. Kończę, nara.
- Nara.
Skończył tą nieprzyjemną rozmowę i wrócił do samochodu. Gdy zatrzasnął za sobą drzwi, od razu rozpętała się burza. Jechali w ciszy, a Sam wsłuchiwała się w jedyny dźwięk, który słyszała - jeżdżące wycieraczki po szybie. Samochód wjechał na podjazd dużej willi. Ross uspokoił się, gdy zobaczył, że wszędzie światła są pogaszone, więc wszyscy poszli. Chłopak wyprowadził szatynkę z samochodu i weszli do domu.
- To twój dom?
- Tak, ale nie tylko mój. Niestety mieszka tu jeszcze moje rodzeństwo.
- Jej... Ogromny.
- No, jest gdzie się schować przed nimi. Oni ciągle coś ode mnie chcą.
Dwójka weszła do dużego salonu, a chłopak przeszukał wszystkie pomieszczenia na dolnym piętrze domu w poszukiwaniu kogoś z rodzeństwa, chociaż wiedział, że nikogo nie ma, aczkolwiek wolał się upewnić. W tym czasie Sam oglądała zdjęcia na kominku, na których widniały zawsze uśmiechnięte te same osoby. Piątka chłopaków, w tym Ross i jego siostra.
- Gdzie jest twoje rodzeństwo?
- Nie chciałem, żeby nam przeszkadzali. Jak ich znam, pewnie byłyby jakieś głupie docinki z ich strony, więc chciałem tego uniknąć. - mówił ciepłym głosem, na co dziewczyna poczuła, że naprawdę robi wszystko, żeby było idealnie. Chciała mu się za to jakoś odwdzięczyć, więc podeszła do niego, pocałowała w policzek i przytuliła. Spodobał jej się zapach Ross'a. Wciągnęła trochę mocniej powietrze, by rozkoszować się zapachem.
- To Paco Rabanne 1 Million. Jest na specjalne okazje. A ta była szczególne specjalna, więc nie żałowałem. - na to, co usłyszała, oczy zaszkliły się i wypłynęła łza. Chłopak to poczuł, więc otarł łzy dziewczyny, uniósł jej podbródek i zbliżył się lekko do jej twarzy. Teraz dzieliły ich tylko milimetry, czuli własny oddech i przyspieszone tempo serc, gdy ich usta zetknęły się w pocałunku. Skończyli, a chłopak ponownie przytulił Sam, ale tym razem mocniej, niż wcześniej. Ross przerwał krótką ciszę.
- Wiesz co, ja skoczę na chwilę załatwić jakiś popcorn, a ty tu posiedź. Wybierz jakiś film z tamtej gabloty. Tam są horrory, akcji, katastroficzne i inne takie. - wskazał na dużą szafkę z ogromem płyt DVD. W zasadzie byłoby zbrodnią nazwać to szafką, to raczej jest szafa. Zdecydowanie szafa.
- Wow, trochę tego jest. - rzuciła zdziwiona.
- A jak chcesz komedie, jakieś takie romansidła, typu melodramaty, to tam. - wskazał na tej samej wielkości drugą szafę. - To są akurat płyty mojej siostry. Wybierz jakiś, który ci się spodoba. - oznajmił i poszedł do kuchni. Nastolatka zaczęła przeszukiwać obie szafy.
Sam trzymała się swojego zajęcia, a blondyn kombinował, gdzie Rocky chowa popcorn. Znalazł go w nietypowym miejscu - paczki były upchane na samym końcu półki z... garnkami. Nie dziwił się pomysłowości starszego brata, znając jego spryt w chowaniu jedzenia. Wyciągnął jedną paczkę, rozpakował i włożył do mikrofalówki. Skończywszy przygotowywać przekąskę, której ziarenka 'spokojnie wybuchały' w mini piekarniku, podszedł do lodówki i ujrzał kartkę z pismem Riker'a.
„Powodzenia, Ross. Mam nadzieję, że ta panna będzie zadowolona i że nie jesteś taki głupi i wiesz o co mi chodzi haha :D. Trzymamy kciuki, więc nie spieprz tego braciszku. Zjemy obiad na mieście, więc sam musisz sobie coś wykombinować.”
- Czy oni zawsze muszą mnie tak irytować... - pomyślał. Zerwał kartkę, zgniótł w kulkę i włożył do kieszeni, po czym wyciągnął paczkę z mikrofalówki, przełożył zawartość do srebrnej miski i wrócił do Sam, która siedziała na kanapie z płytą w ręku.
- Wybrałaś?
- Tak, może być? - pokazała chłopakowi. Przeanalizował szybko streszczenie filmu, po czym zgodził się i poprosił, czy mogłaby włożyć płytę do odtwarzacza, a on w tym czasie skorzystał z okazji, kiedy Sam zajmuje się jedną rzeczą i wrzucił świstek od Riker'a do ognia w kominku. Dwójka rozsiadła się wygodnie na kanapie, gdy rozpoczął się seans. W połowie filmu Sam zasnęła, ponieważ była dość późna pora. Chłopak zaniósł ją do swojego pokoju, po czym położył ją na łóżku, a sam ułożył się wygodnie w dużym, miękkim fotelu. Oboje zasnęli.
Następny dzień, 3 lipca 2013
Noc minęła szybko i bezproblemowo. Gdy Sam obudziła się, nie wiedziała, gdzie jest, ponieważ nigdy nie była w takim pokoju. Szybko uspokoiła się jednak, kiedy zobaczyła zdjęcie na biurku. Było takie samo, jak na dole. Szóstka śmiejących się postaci. Zeszła z łóżka w celu znalezienia telefonu, lecz po chwili przypomniała sobie, że został na dole. Po cichu zeszła na dół do salonu, podniosła komórkę z kanapy i poszła do kuchni za zapachem jajecznicy, którą przygotowywał jej wczorajszy towarzysz. Odwrócił się.
- O, hej, głodna? - zapytał, po czym podszedł do dziewczyny i pocałował. Nastolatka nie za bardzo wiedziała, o co chodzi, ale nie postanowiła nic mówić, tylko usiadła przy stole. Nałożywszy gorący posiłek chłopak odwrócił się i postawił dwa talerze na stole. Widok klatki chłopaka zrobił na niej niemałe wrażenie. Idealnie opalone i umięśnione ciało. - To... jak tam noc? W sensie, jak się spało?
- Dobrze. A tobie?
- Świetnie. Skoro dobrze, to chyba musimy częściej tu być i wyrzucać moje rodzeństwo.
- Dzięki, było pyszne.
- Ma się ten talent. - uśmiechnął się.
- ... i skromność. - dodała Sam, na co oboje zaśmiali się pod nosem. - Wybacz, ale muszę dowiedzieć się, czy mój dom jeszcze stoi.
** rozmowa telefoniczna **
- Hej, jak tam? - zaczęła rozmowę z Miley.
- Dobrze, a u ciebie?
- Bosko. A co z Lil? Wszystko w porządku?
- Tak, jeszcze śpi. Wracasz?
- Tak, niedługo będę.
- A gdzie nocowałaś?
- U Ross'a.
- Aha, no to nie przeszkadzam.
- Przestań! Aż takich rzeczy to my tu nie robiliśmy...
- Aż? No, robi się ciekawie... Opowiadaj!
- Tu? Teraz? No chyba nie. Opowiem ci kiedy indziej. To my niedługo przyjedziemy. Paaaa...
- Paaaa...
Po skończonej rozmowie Sam wróciła się do kończącego śniadanie Ross'a.
- Mógłbyś odwieźć mnie do domu?
- Jasne. A mogę przyjechać po ciebie jutro o 17.00?
- Eee... Okej. Gdzie tym razem?
- Poznasz z Miley moje rodzeństwo. Jeśli chcecie oczywiście...
- Będzie fajnie. To idziemy?
- Jasne. – odpowiedział.
- A nie zapomniałeś o czymś? - wskazała na nagi tors chłopaka.
- Wstydzisz się mnie? Jestem aż taki brzydki? Myślałem, że ci się podobam... - uśmiechnął się diabelsko, zrobił tzw. 'brewki' i wskazał na swoją klatkę.
- Ale ja tego nie powiedziałam... - nie dokończyła.
- Czyli jednak ci się podobam! - dodał zwycięsko Ross.
- O tym też nie wspomniałam. Chodzi o to, że raczej nie codziennie widzi się na ulicy pół-nagiego chłopaka...
- Bo ja jestem nie codzienny.
- Ehh... Chodź już lepiej. - Dwójka wyszła z domu, wsiadła do samochodu i odjechała. Jechali spokojnie jakieś 15 minut. Chłopak wjechał na podjazd.
- To do zobaczenia jutro. - uśmiechnął się i pocałował Sam w policzek.
- Pa. - mruknęła i wysiadła z samochodu, a blondyn szczęśliwy odjechał. W drzwiach od razu Sam przywitała Lily.
- Gdzie byłaś? - zapytała zaciekawiona.
- Eee... załatwiałam różne sprawy. - skłamała. - Jak się spało?
- Doooobze. - rzuciła biegnąc do salonu. - Idziemy na plac zabaw?
- Jasne, tylko się przebiorę. Zaczekacie?
- Zacekaaaamy. - zapewniła Lil wgapiając się w ekran telewizora. Nastolatka poszła na górę się przebrać. Trwało to niecałe 10 minut. Doszły do placu zabaw, Lil od razu pobiegła do piaskownicy, a dziewczyny usiadły na ławce.
- No, opowiadaj. - zaczęła Miley. Sam zaczęła opowiadać. Skończyła, a Miley szyderczo się uśmiechała.
- A tobie co się stało?
- Dziewczyno... pocałował cię: związek gwarantowany.
Dom R5
Gdy blondyn wrócił do domu, rodzeństwo już dawno tam było.
I jak tam braciszku? Była zadowolona?– zapytał Riker uśmiechając się.
- Mógłbyś się trochę opanować? Do niczego nie doszło.
- Wiesz, zaprosiłeś fajną laskę do domu i kazałeś nam sobie iść... twoje zamiary były oczywiste... – wytłumaczył Rocky.
- Wcale nie miałem takiego zamiaru. Może wy na moim miejscu byście skorzystali z okazji, ale ja umiem się opanować. Sam nie jest laską na jedną noc. Wy chyba byście chcieli zapraszać do domu tylko te, co pod lampą stoją.
- No chyba mówisz o sobie! – wołał Ell.
- Jeśli chodzi o mnie to ja nie lubię takich lasek, co tonę kosmetyków na siebie nakładają i się ich brzydzę.
- To jak ty wytrzymałeś z tą panną? – zdziwił się Rocky.
- To jest normalna dziewczyna! Nie jest z pod żadnej lampy! Z resztą to ona jutro o 17.00 przyjdzie z przyjaciółką. Więc macie się zachowywać jak normalni ludzie, JASNE?!
- Okej, okej. No a jak ma na imię przyjaciółka tej twojej dziewczyny?
- Miley, i to nie jest moja dziewczyna! – zaprzeczył.
- Dobra, dobra, tylko się tak nie gorączkuj braciszku... - chłopak bez słowa ruszył do kuchni, wziął paczkę chipsów i udał się w stronę schodów.
- A dokąd idziesz z tymi chipsami? - krzyknął Rocky, po czym wstał i wyciągnął garść zawartości. - Już możesz iść.
- Nie czekajcie na mnie z kolacją. – oznajmił. – Będę u siebie.
- To idź już, nie słyszę telewizora! – krzyczał Ratliff.
- Ell, trochę kultury. – mówiła Rydel – Cofniesz sobie przecież. Pa Ross. Jak by coś, jesteśmy tutaj.
- Jasne. Chociaż ty jesteś miła z tej bandy prosiaków. Tylko chipsy, popcorn i telewizor. To pa. – powiedział blondyn, na co Rydel się ciepło uśmiechnęła, a reszta krzyknęła:
- EEEEEEEEJJJJJJJJJJJJ!!!!!!!! – nie zwrócił na to uwagi i poszedł do swojego pokoju. Przez resztę dnia nastolatek siedział na górze i nie mógł znaleźć sobie miejsca. Pomyślał, że może spotkałby się z Calum'em. Złapał za komórkę i wykręcił numer kumpla.
** rozmowa telefoniczna **
- Co tam, Ross?
- Hej, robisz coś?
- No, rozmawiam z tobą.
- Ha ha, bardzo śmieszne. A coś poza tym?
- Poza tym? Raczej nic.
- To może się spotkamy?
- Okej, jak chcesz, to wbijaj.
- Dobra, to nara.
Pożegnał się, złapał za deskorolkę i zbiegł na dół.
- Wychodzę. - rzucił bez entuzjazmu do rodzeństwa i ruszył do domu Calum'a. Około 10 minut później jeździli po parku bez celu. Nie mieli za bardzo tematów do poruszenia, bo dobrze się znali, ale zawsze razem się wygłupiali. Rozeszli się do swoich domów około godziny 21.00. Blondyn zastał domowników tak samo, jak wtedy, kiedy wychodził. Bez słowa poszedł na górę, włożył słuchawki na uszy i słuchał swojej ulubionej playlisty, aż zasnął.
Heeej :* I jak trzeci rozdział? Mam nadzieję, że fajny. Jak zawsze proszę o szczere komentarze :D. A teraz coś innego: Wiecie już, że 20 lipca 2013 na Disney Channel wypuszczą nowy odcinek Austin'a&Ally? Cieszę się na maksa i nie mogę się już doczekać :D.
A tutaj piosenka, która zainspirowała mnie do tytułu bloga <3
czwartek, 4 lipca 2013
Proszę Was !!!
Heeej !!! Słuchajcie, mam do Was małą prośbę. A mianowicie przy każdym moim poście proszę Was o dużo szczerych komentarzy, a nie dzieje się tak. Jak narazie mam po 1 komentarzu do pierwszych dwóch postów od Basi Kopytowskiej i oczywiście bardzo za nie dziękuję. Również drugą osobą, która daje mi jakieś oznaki życia na tym blogu to Patrick, o któym wspomniałam na wstępie w poprzednim poście(w drugim rozdziale), który przesłał mi najwięcej swoich opinii na temat rozdziałów. Czy ja coś robię źle? Proszę Was bardzo gorąco, żebyście pod każdym rozdziałem przesyłali swoje opinie(w postaci komentarza oczywiście). Wiem, że trochę osób odwiedziło wczoraj moją stronkę, ponieważ wczoraj wieczorem(3 lipca 2013) łącznie wyświetleń było około 75, a dziś w południe (4 lipca 2013) pojawiło mi się 91. Więc proszę, żeby każdy z Was pozostawił po sobie jakiś ślad w postaci komentarza pod rozdział. Będę Wam za to bardzo wdzięczna :D
~Pattie
środa, 3 lipca 2013
Rozdział 2.
Ze względu na to, że osoba o nicku 'Patrick' uświadomiła mi, że lepiej pisać w formie bezosobowej, tak też postąpię. Od drugiego rozdziału będę pisać w tej oto formie.
Gdy chłopak podniósł głowę znad komórki, Sam ujrzała jego cały profil. Pięknie ułożone blond włosy, wyraziste i głębokie brązowe oczy, które na krótki czas zahipnotyzowały nastolatkę.
- Może ci to jakoś wynagrodzę? - zaproponował chłopak.
- Kontynuuj... - trójka nastolatków zaśmiała się.
- Okej, tak na początek, jestem Ross. - przedstawił się i podał rękę szatynce.
- Samantha, ale mów mi Sam.
- A ciebie... - zwrócił się do blondynki.
- Miley. Miło NAM cię poznać, Ross. - nacisnęła na owe słowo.
- Mi też miło was poznać, chociaż... - nie dokończył, ponieważ blondynka nadepnęła mu na nogę. - ...Auuu! Dlaczego to zrobiłaś?
- Upsss... To była twoja noga? Przepraszam. - dziewczyna posłała Ross'owi wrogie spojrzenie. Przez całe to krótkie zdarzenie Sam grzebała w torebce.
- O, matko, Miley, muszę wracać, mama mnie zabije! Dom jest 30 minut stąd, a zostało mi 15 minut! - mówiła spokojnym, lecz trochę spanikowanym głosem, patrząc w ekran swojej komórki.
- Jak chcecie, to was podwiozę. - na słowa chłopaka dziewczyny trochę się zdziwiły tą propozycją. Popatrzyły po sobie, a potem na Ross'a. - Spokojnie, nie gryzę. Chcę być tylko miły. Nic wam się przecież nie stanie, mówię serio. - po chwili namysłu dziewczyny zdecydowały się i podążywszy śladem chłopaka poszli wraz z nim do samochodu. - To gdzie mieszkacie?
- Na River Street. Taki kremowy dom po prawej stronie na początku alejki. - skończywszy tłumaczyć lokalizację zamieszkania, chłopak zapalił silnik i ruszyli w stronę podanej ulicy. Widać było, że zależy mu na tym, żeby dziewczyny dotarły do domu na czas, bo wyprzedzał wszystkie samochody i dość się zdenerwował, gdy przed nosem zaświeciło się czerwone światło. Gdy w końcu kolor zmienił się na zielony, Ross gwałtownie przyspieszył z piskiem opon. Gdy znaleźli się pod domem nastolatki, była 18.23. Wysiedli i dziewczyny udały się w stronę drzwi frontowych. Szatynce się to nie do końca udało, bo kilka kroków od samochodu Ross złapał nastolatkę za rękę i przyciągnął lekko do siebie.
- O co chodzi? - zaczęła dziewczyna.
- Możemy chwilę porozmawiać? - spojrzał na stojącą kilka metrów dalej Miley. - W cztery oczy. - na dopowiedziane słowa chłopaka Sam odwróciła się w stronę Miley i posłała jej minę skrzywdzonego szczeniaczka, na co blondynka skinąwszy głową uśmiechnęła się i weszła do środka.
- No to słucham. - rzuciła kompletnie nie wiedząc, co chłopak chce powiedzieć.
- Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy? - rozpoczął niepewnie blondyn.
- Co mam przez to rozumieć?
- Ehh, no dobra, może inaczej... Emm... Umm...
- No mów, nie wstydź się. - oboje zaśmiali się, chłopak odchrzaknął i zaczął mówić.
- Może umówisz się ze mną? - po tym, co powiedział, dziewczynę trochę zamurowało.
- Że... na randkę?
- Powiedzmy. - nastolatka pomyślała: "W sumie, czemu nie?"
- Okej, tylko powiedz gdzie i kiedy.
- Przyjadę po ciebie jutro o 20.00. Może być? - zaproponował.
- Jasne, tylko powiedz mi, co mam zrobić z moją młodszą siostrą Lily, a moich rodziców nie ma. - oznajmiła, po czym przyszedł jej do głowy pomysł, zanim chłopak zdążył otworzyć usta. - Wiem, zostawię ją z Miley, nie będzie zła. Chyba.
- Na pewno nie. Emm, a dasz mi swój numer? Wiesz, żeby w razie czego zadzwonić. - chłopak wyszczerzył się jak dziecko.
- Okej, czekaj. - rzekła nastolatka, po czym wyjęła z torebki mały notesik i długopis, na którym zaczęła wypisywać cyferki. Gdy zapisała wszystkie liczby, oderwała karteczkę z zapiskiem i wręczyła Ross'owi.
- Dzięki, to do zobaczenia. - puścił oczko do dziewczyny i wepchnąwszy karteczkę do kieszeni ruszył do samochodu i odjechał, a nastolatka wróciła do domu.
- Co tak długo?! - zaczęła Miley, gdy szatynka weszła do domu.
- Zagadaliśmy się. - rzuciła krótko dziewczyna ciągając mokrą koszulkę i wkładając nową. - To co robimy? Mam pomysł. Zanocujesz u mnie. Nagrałam kilka horrrorów. - zaproponowała Sam.
- Pewnie tak, bo mojego taty jeszcze nie ma w domu, jutro wraca z Las Vegas, a mama się mną nie interesuje.
- No, zwłaszcza, że Lil będzie w siódmym niebie. O wilku mowa. LILY! CHODŹ DO MOJEGO POKOJU, MAM COŚ DLA CIEBIE! - krzyczała. - Biedna, nie słyszała, kiedy weszłam. Ale to dobrze dla mnie. Oszczędzę sobie mówienia, że bardzo mnie kocha, a zaraz mówi 'Daj zelki'. - naśladowała seplenienie siostry. Nastolatki wybuchły śmiechem. Opanowały się kilka sekund później, kiedy do salonu weszła trzyletnia siostra Sam.
- Co mas dla mnie? - mała podbiegła, a Sam wyciągnęła z torebki paczkę żelków. - AAAAA!!! Zelki! Dziękuję! Jesteś najkochańsom siostlom na cialuśkim świecie!
- No przecież wiem, bo jestem twoją jedyną siostrą.
- Saaaaaam?
- O co chodzi?
- Skąd znas Austin'a Moon'a?
- Co... Acha, To mój... znajomy.
- A nie chłopak?
- Co?! Od kogo to usłyszałaś? To nie jest mój chłopak.
- W takim razie on będzie moim męsem. - nastolatki wybuchły niepochamowanym śmiechem, lecz chwilę później uspokoiły się.
- DZIEWCZYNKI! CHODŹCIE SIĘ POŻEGNAĆ! - krzyczała mama z hallu. Kilka sekund później wszyscy domownicy byli w przedpokoju, a zaraz później Lily spała na górze w swoim pokoju, a nastolatki siedziały w salonie na kanapie i oglądały horrory. Po trzecim horrorze dziewczyny były już wykończone, więc poszły spać.
Następny dzień
2 lipca 2013
Dom R5
Ross obudziwszy się od razu rozpromienił się na wieść, że ma się spotkać dziś wieczorem z Sam. Zerwał się z łóżka i zbiegł na dół do kuchni, gdzie urzędowała Rydel.
- A co ty taki szczęśliwy? - zdziwiła się Rydel.
- Mam swoje powody. No, co na śniadanie? Ooo, jajecznica. Rydel, wiesz, jak ja cię bardzo kocham?
- Tak, zwłaszcza wtedy, kiedy robię śniadanie. No już nie kłam, bo nos ci jeszcze urośnie. Masz. - postawiwszy blondynowi talerz jajecznicy poszła na górę. Chłopak szybko łykał gorący posiłek popijając szklanką soku pomarańczowego. Posprzątał po posiłku i pognał na górę. Zalogował się na swoje wszystkie konta na wszystkich portalach i grzebał w internecie. Cały czas siedział z głową w chmurach myśląc, jak będzie wyglądał dzisiejszy wieczór. Ross zorientował się dopiero wtedy, kiedy była 19.46. Szybko zerwał się z fotela, na którym siedział, przygotował się i pobiegł do samochodu. Dotarłszy na miejsce, wybiegł z samochodu, poczekał chwilę przed drzwiami, a gdy jego zegarek wybił dokładnie 20.00, zadzwonił dzwonkiem. Otworzyła mu Miley.
- Może ci to jakoś wynagrodzę? - zaproponował chłopak.
- Kontynuuj... - trójka nastolatków zaśmiała się.
- Okej, tak na początek, jestem Ross. - przedstawił się i podał rękę szatynce.
- Samantha, ale mów mi Sam.
- A ciebie... - zwrócił się do blondynki.
- Miley. Miło NAM cię poznać, Ross. - nacisnęła na owe słowo.
- Mi też miło was poznać, chociaż... - nie dokończył, ponieważ blondynka nadepnęła mu na nogę. - ...Auuu! Dlaczego to zrobiłaś?
- Upsss... To była twoja noga? Przepraszam. - dziewczyna posłała Ross'owi wrogie spojrzenie. Przez całe to krótkie zdarzenie Sam grzebała w torebce.
- O, matko, Miley, muszę wracać, mama mnie zabije! Dom jest 30 minut stąd, a zostało mi 15 minut! - mówiła spokojnym, lecz trochę spanikowanym głosem, patrząc w ekran swojej komórki.
- Jak chcecie, to was podwiozę. - na słowa chłopaka dziewczyny trochę się zdziwiły tą propozycją. Popatrzyły po sobie, a potem na Ross'a. - Spokojnie, nie gryzę. Chcę być tylko miły. Nic wam się przecież nie stanie, mówię serio. - po chwili namysłu dziewczyny zdecydowały się i podążywszy śladem chłopaka poszli wraz z nim do samochodu. - To gdzie mieszkacie?
- Na River Street. Taki kremowy dom po prawej stronie na początku alejki. - skończywszy tłumaczyć lokalizację zamieszkania, chłopak zapalił silnik i ruszyli w stronę podanej ulicy. Widać było, że zależy mu na tym, żeby dziewczyny dotarły do domu na czas, bo wyprzedzał wszystkie samochody i dość się zdenerwował, gdy przed nosem zaświeciło się czerwone światło. Gdy w końcu kolor zmienił się na zielony, Ross gwałtownie przyspieszył z piskiem opon. Gdy znaleźli się pod domem nastolatki, była 18.23. Wysiedli i dziewczyny udały się w stronę drzwi frontowych. Szatynce się to nie do końca udało, bo kilka kroków od samochodu Ross złapał nastolatkę za rękę i przyciągnął lekko do siebie.
- O co chodzi? - zaczęła dziewczyna.
- Możemy chwilę porozmawiać? - spojrzał na stojącą kilka metrów dalej Miley. - W cztery oczy. - na dopowiedziane słowa chłopaka Sam odwróciła się w stronę Miley i posłała jej minę skrzywdzonego szczeniaczka, na co blondynka skinąwszy głową uśmiechnęła się i weszła do środka.
- No to słucham. - rzuciła kompletnie nie wiedząc, co chłopak chce powiedzieć.
- Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy? - rozpoczął niepewnie blondyn.
- Co mam przez to rozumieć?
- Ehh, no dobra, może inaczej... Emm... Umm...
- No mów, nie wstydź się. - oboje zaśmiali się, chłopak odchrzaknął i zaczął mówić.
- Może umówisz się ze mną? - po tym, co powiedział, dziewczynę trochę zamurowało.
- Że... na randkę?
- Powiedzmy. - nastolatka pomyślała: "W sumie, czemu nie?"
- Okej, tylko powiedz gdzie i kiedy.
- Przyjadę po ciebie jutro o 20.00. Może być? - zaproponował.
- Jasne, tylko powiedz mi, co mam zrobić z moją młodszą siostrą Lily, a moich rodziców nie ma. - oznajmiła, po czym przyszedł jej do głowy pomysł, zanim chłopak zdążył otworzyć usta. - Wiem, zostawię ją z Miley, nie będzie zła. Chyba.
- Na pewno nie. Emm, a dasz mi swój numer? Wiesz, żeby w razie czego zadzwonić. - chłopak wyszczerzył się jak dziecko.
- Okej, czekaj. - rzekła nastolatka, po czym wyjęła z torebki mały notesik i długopis, na którym zaczęła wypisywać cyferki. Gdy zapisała wszystkie liczby, oderwała karteczkę z zapiskiem i wręczyła Ross'owi.
- Dzięki, to do zobaczenia. - puścił oczko do dziewczyny i wepchnąwszy karteczkę do kieszeni ruszył do samochodu i odjechał, a nastolatka wróciła do domu.
- Co tak długo?! - zaczęła Miley, gdy szatynka weszła do domu.
- Zagadaliśmy się. - rzuciła krótko dziewczyna ciągając mokrą koszulkę i wkładając nową. - To co robimy? Mam pomysł. Zanocujesz u mnie. Nagrałam kilka horrrorów. - zaproponowała Sam.
- Pewnie tak, bo mojego taty jeszcze nie ma w domu, jutro wraca z Las Vegas, a mama się mną nie interesuje.
- No, zwłaszcza, że Lil będzie w siódmym niebie. O wilku mowa. LILY! CHODŹ DO MOJEGO POKOJU, MAM COŚ DLA CIEBIE! - krzyczała. - Biedna, nie słyszała, kiedy weszłam. Ale to dobrze dla mnie. Oszczędzę sobie mówienia, że bardzo mnie kocha, a zaraz mówi 'Daj zelki'. - naśladowała seplenienie siostry. Nastolatki wybuchły śmiechem. Opanowały się kilka sekund później, kiedy do salonu weszła trzyletnia siostra Sam.
- Co mas dla mnie? - mała podbiegła, a Sam wyciągnęła z torebki paczkę żelków. - AAAAA!!! Zelki! Dziękuję! Jesteś najkochańsom siostlom na cialuśkim świecie!
- No przecież wiem, bo jestem twoją jedyną siostrą.
- Saaaaaam?
- O co chodzi?
- Skąd znas Austin'a Moon'a?
- Co... Acha, To mój... znajomy.
- A nie chłopak?
- Co?! Od kogo to usłyszałaś? To nie jest mój chłopak.
- W takim razie on będzie moim męsem. - nastolatki wybuchły niepochamowanym śmiechem, lecz chwilę później uspokoiły się.
- DZIEWCZYNKI! CHODŹCIE SIĘ POŻEGNAĆ! - krzyczała mama z hallu. Kilka sekund później wszyscy domownicy byli w przedpokoju, a zaraz później Lily spała na górze w swoim pokoju, a nastolatki siedziały w salonie na kanapie i oglądały horrory. Po trzecim horrorze dziewczyny były już wykończone, więc poszły spać.
Następny dzień
2 lipca 2013
Dom R5
Ross obudziwszy się od razu rozpromienił się na wieść, że ma się spotkać dziś wieczorem z Sam. Zerwał się z łóżka i zbiegł na dół do kuchni, gdzie urzędowała Rydel.
- A co ty taki szczęśliwy? - zdziwiła się Rydel.
- Mam swoje powody. No, co na śniadanie? Ooo, jajecznica. Rydel, wiesz, jak ja cię bardzo kocham?
- Tak, zwłaszcza wtedy, kiedy robię śniadanie. No już nie kłam, bo nos ci jeszcze urośnie. Masz. - postawiwszy blondynowi talerz jajecznicy poszła na górę. Chłopak szybko łykał gorący posiłek popijając szklanką soku pomarańczowego. Posprzątał po posiłku i pognał na górę. Zalogował się na swoje wszystkie konta na wszystkich portalach i grzebał w internecie. Cały czas siedział z głową w chmurach myśląc, jak będzie wyglądał dzisiejszy wieczór. Ross zorientował się dopiero wtedy, kiedy była 19.46. Szybko zerwał się z fotela, na którym siedział, przygotował się i pobiegł do samochodu. Dotarłszy na miejsce, wybiegł z samochodu, poczekał chwilę przed drzwiami, a gdy jego zegarek wybił dokładnie 20.00, zadzwonił dzwonkiem. Otworzyła mu Miley.
- O, hej Ross, wejdź. SAM, ROSS PRZYSZEDŁ! - krzyczała w stronę schodów. Zanim Sam zeszła na dół, w hallu pojawiła się Lily.
- Ty jesteś Austin Moon! - wykrzyczała, na co blondyn zaśmiał się pod nosem.
- Za dużo bajek. - wyszeptała Miley blondynowi. - Lil, idź do salonu, włącz sobie jakieś bajki. - dziewczynka posłuchała i pobiegła na kanapę do salonu. Chwilę później Sam zeszła z dołu w fioletowej sukience i tego samego koloru sześciocentymetrówkach.
- Wow... wyglądasz... wow... - wyjąkał Ross.
- Emm, możemy już iść, czuję się niezręcznie.
- Heh, jasne. - powiedziawszy wyszli z domu i wsiedli do samochodu.
- Powiesz mi, gdzie mnie zabierasz? - zaczęła rozmowę nastolatka.
- Niespodzianka. - dalej zapadła cisza. Na szczęście nie trwało to długo, ponieważ podróż dobiegła końca. Dziewczyna nie do końca wiedziała, gdzie jest, ponieważ było ciemno. Ross wysiadł z samochodu i otworzył drzwi Sam. - Chodź, pomogę ci. - złapał Sam za rękę i pomógł wysiąść. - Zamknij oczy.
- Po co? I tak nic nie widzę.
- Zaraz zobaczysz, więc zamknij oczy proszę. - nastolatka posłuchała. Blondyn prowadził ją krótki czas, po czym zatrzymał się. - Już. - otworzyła.
- O, matko. - zakryła usta ręką, a do jej oczu zaczęły podchodzić łzy.
- Co? nie podoba się? - w głosie chłopaka było czuć smutek.
- Powiesz mi, gdzie mnie zabierasz? - zaczęła rozmowę nastolatka.
- Niespodzianka. - dalej zapadła cisza. Na szczęście nie trwało to długo, ponieważ podróż dobiegła końca. Dziewczyna nie do końca wiedziała, gdzie jest, ponieważ było ciemno. Ross wysiadł z samochodu i otworzył drzwi Sam. - Chodź, pomogę ci. - złapał Sam za rękę i pomógł wysiąść. - Zamknij oczy.
- Po co? I tak nic nie widzę.
- Zaraz zobaczysz, więc zamknij oczy proszę. - nastolatka posłuchała. Blondyn prowadził ją krótki czas, po czym zatrzymał się. - Już. - otworzyła.
- O, matko. - zakryła usta ręką, a do jej oczu zaczęły podchodzić łzy.
- Co? nie podoba się? - w głosie chłopaka było czuć smutek.
Heeej !!! Proszę bardzo, nowy rozdział. Wiem, meeeega długi. Chciałam pisać dalej, ale intuicja mi podpowiada, że już wystarczy haha :D. Mam nadzieję, że nikomu nie pomąci się co do wydarzeń, przez tą całą zmianę formy i bardzo za nią przepraszam. Oczywiście proszę o dużo szczerych komentarzy :D
~Pattie
wtorek, 2 lipca 2013
Notka !!!
Heeej :*. Wiem, rozdział będzie jutro, obiecuję. Nie wiem tylko, co robić. Czy opowiadanie ma być pisane w pierwszej osobie, czy w formie bezosobowej? Mi tam bez różnicy, ale zależy mi na tym, żeby to się miło czytało, a nie wiem, jak wolicie. Swoje opinie piszcie w komentarzach. Z góry dzięki ;)
~Pattie
~Pattie
Subskrybuj:
Posty (Atom)